środa, 3 września 2014

Jednak o seksie – Nimfomanka, cz. 2 (The Nymphomaniac Part 2), reż. Lars von Trier, 2013



Pamiętacie jeszcze moją recenzję pierwszej części Nimfomanki sprzed pół roku? Jej tytuł to: Niekoniecznie o seksie. Pierwszą część najnowszego filmu Triera oceniłem bardzo wysoko (8/10), zaprosiłem wszystkich do kina i zapewniłem, że z pewnością sięgnę po drugą część. Na skutek różnych okoliczności tak się zdarzyło, że musiałem poczekać z seansem dobre kilka miesięcy. Tak jak obiecałem, wróciłem do Nimfomanki, choć skłamałbym, gdybym napisał, że był to powrót szczęśliwy. Naprawdę dawno nie przeżyłem równie wielkiego rozczarowania filmem. Bo o ile 1 część produkcji wyostrzała apetyt i porażała swą kompleksowością i odniesieniami do symboliki i metafizyki, o tyle 2 część zdaje się być zaprzeczeniem tego wszystkiego, co widzowie zobaczyli we wstępie. Trier po raz pierwszy od dawna stawia na pierwszym planie na niespójną fabułę i zdaje się kompletnie zapominać o tym, co tak bardzo zachwyciło widzów w części pierwszej, czyli o formie, która tym razem przegrywa z treścią. I to z kretesem. O tym, dlaczego Nimfomankę, cz. II oceniłem o dwa oczka niżej niż cz. I możecie przeczytać poniżej.

 

2 część film to dalszy ciąg opowieści niejakiej Joe (Charlotte Gainsbourg), tytułowej nimfomanki. Na wpół przytomna zostaje ona odnaleziona przez starego kawalera o imieniu Seligman (Stellan Skarsgard). Podczas gdy on opatruje jej rany i pomaga jej dojść do siebie, Joe streszcza mu pogmatwaną historię swojego życia (źródło: Filmweb.pl).

Nimfomanka cz. II składa się z trzech rozdziałów, z których każdy poświęcony jest innemu etapowi życia Joe. Najciekawiej prezentuje się rozdział 6, w którym Joe ponownie spotyka na swej życiowej drodze Jerome’a i wiąże się z nim. Jak szybko się okazuje, uzależnienie od seksu prędzej czy później będzie musiało wygrać z chęcią stworzenia normalnego związku i założenia rodziny. Rozdział 7 to wyjątkowo perwersyjna opowieść o tym, jak Joe próbuje odnaleźć ukojenie w bólu i zawiązuje bliższą znajomość z różnego rodzaju pejczami i innymi tego typu akcesoriami. I wreszcie rozdział 8, moim zdaniem bardzo źle poprowadzony (inspirowany Tarantino? ja nie wiem, co to ma być!) i stanowiący wyjątkowo niefortunne zakończenie całej tej opowieści. Finałowa scena to już dla mnie szczyt największej głupoty, jakieś jedno wielkie nieporozumienie. Aż się zezłościłem, że Trier stworzył coś równie bzdurnego!

Ogólnie rzecz biorąc, druga część filmu ukazuje nam znacznie więcej odważnych scen erotycznych, bardzo perwersyjnych i momentami szalenie obrzydliwych. Kolejne sekwencje ukazują nam, jak bardzo wyniszczająca i degradująca okazuje się być dla Joe jej nimfomania. Bohaterka poświęca swemu uzależnieniu całe życie i ostatecznie kończy zupełnie sama. Interesujące są sceny, w których Joe próbuje walczyć ze swą pożądliwością (w tym sceny związane z terapią dla uzależnionych od seksu). Jak na złość, Joe spotyka na swej drodze ludzi, którzy nie chcą ani nie potrafią jej pomóc, a wręcz ciągną ją za sobą na samo dno. Dużą zaletą filmu są kolejne rozmowy Joe i Seligmana, tym razem odnoszące się przede wszystkim do religii (do kościoła Wschodu i Zachodu). Na dobrą sprawę przypominają one pseudointelektualny bełkot, ale słucha się tego naprawdę dobrze. 

Niestety, druga część filmu jest znacznie oszczędniejsza w środki artystyczne i na próżno szukać tu drugiej sceny równie dobrej jak ta otwierająca cały film (z padającym deszczem). Niezmiennie twierdzę, że każdy z aktorów zagrał rewelacyjnie, Trier naprawdę wie, jak pokierować swymi ludźmi. Najbardziej podobali mi się Shia LaBeouf oraz Jamie Bell, przede wszystkim ten drugi w roli zimnego i wyrafinowanego dawcy bólu. Bardzo podziwiam Charlotte Gainsbourg za to, że zgodziła się zagrać tak odważne sceny. Jednocześnie zastanawiam się, czy jest coś, czego nie potrafiłaby ona zagrać. To wielka aktorka i wszystkie niemiłe komentarze na temat jej urody uważam za niezwykle krzywdzące. Powtórzę się, wielka szkoda, że film został podzielony na dwie części, bo jako całość to wszystko prezentowałoby się na pewno lepiej.

Lars, Mistrzu, mogłeś to zrobić lepiej, po prostu. Z bólem serca, tylko 6,5/10.

3 komentarze:

  1. jakbym czytała o swoich wrażeniach! w pierwszej części złożono widzowi obietnicę, której niedotrzymano, natomiast końcowy monolog Joe, bezpośredni i wykładający przesłanie kawę na ławę, zdenerwował mnie bardzo - raz, bo pokazał, że von Trier nie zaufał widzowi, że sam wyłapie tę nutkę (a trudne to nie było), a dwa - bo niesamowicie wszystko uprościł, sprowadzając czterogodzinną, złożoną opowieść do banału, a trzy (SPOILER!) - bo sprowadzenie nimfomanii do kwestii równouprawnienia płci, jest krzywdzące dla obu stron. dla nimfomanii to bagatelizowanie poważnej choroby, a z drugiej strony ktoś może jeszcze dojść do wniosku, że kobiety, które prowadzą aktywne życie seksualne są nimfomankami = są chore.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cytując Ciebie w kontekście tego komentarza: "jakbym czytał o swoich wrażeniach!"... szkoda, prawda? bardzo żałuję, że Trier nie utrzymał formy w 2. części

      Usuń