ULUBIENI REŻYSERZY

To grupa tych ludzi, których szalenie podziwiam. Za ich fantazje, wizje, wytrwałość i ogrom pracy, jaką wykonują. Do dobrych kilkunastu mam wiele zastrzeżeń. Znacznie więcej jest jednak tych, do których mam setki pytań. Wciąż zastanawiam się na przykład, z której strony ugryźć Cronenberga, aby chociaż trochę mi posmakowało. Jak podejść do Ridleya Scotta, który choć zasługuje na miano mistrza, to do mnie kompletnie nie przemawia? Co zrobić, aby znakomite filmy Haneke przestały mnie odpędzać swym wewnętrznym chłodem? Liczę, że z czasem zdołam znaleźć odpowiedzi na te pytania. A póki co lista moich prywatnych mistrzów.

Christopher Nolan (Memento, Bezsenność, Prestiż, Incepcja, Mroczny Rycerz, Interstellar)
Czy jest drugi taki, który potrafi z jednakową siłą i pasją wnikać do ludzkich umysłów? Nie, nie ma. I właśnie za to go kocham. Wszystkie jego filmy to perełki. Absolutnie niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju.






Xavier Dolan (Zabiłem moją matką, Wyśnione miłości, Na zawsze Laurence, Tom, Mama)
Ten 27-letni geniusz zachwyca mnie kompleksowym podejściem do tematu produkcji filmu - on nie tylko reżyseruje, ale też gra, a nawet projektuje ubrania dla aktorów. Jego filmy to żyjące własnym życiem audiowizualne arcydzieła.


Davind Lynch (Blue Velvet, Mulholland Drive, Zagubiona autostrada)
Jedni go kochają, drudzy nienawidzą, a jeszcze inni twierdzą, że jest psycholem. Wszyscy go znają, bo wzbudza emocje. Pogmatwane fabularnie i przesycone symbolizmem filmy Lyncha nie pozwalają spokojnie myśleć jeszcze przez dobre kilka godzin po seansie. Z niecierpliwością czekam na najnowszy sezon Twin Peaks.



Martin Scorsese (Chłopcy z ferajny, Aviator, Infiltracja, Wyspa tajemnic, Wilk z Wall Street)
Mistrz kina gangsterskiego, autorytet dla wielu filmowców. Bardzo się ciesze, że pomimo sędziwego wieku Scorsese wciąż ciężko pracuje. Obyśmy mogli oglądać jego filmy do końca świata i jeden dzień dłużej.




 

David Fincher (Siedem, Gra, Podziemny krąg, The social network, Zaginiona dziewczyna)
Fincher to niekwestionowany mistrz thrilleru, ale równie znakomicie wychodzi mu realizacja dramatów (Dziewczyna z tatuażem) czy melodramatów (Ciekawy przypadek Benjamina Buttona). Każdy z jego filmów nie pozwala oderwać wzroku od ekranu. Wciąż mam nadzieję, że wkrótce zaskoczy mnie czymś równie dobrym jak Podziemny krąg.




Denis Villeneuve (Pogorzelisko, Labirynt, Wróg, Sicario, Nowy Początek)
Villeneuve to jedno z największych reżyserskich objawień ostatnich kilku lat. Doskonale radzi sobie z każdym gatunkiem filmowym, jego Nowy Początek przywrócił mi wiarę we współczesne sci-fi.







Damien Chazelle (Whiplash, La La Land)
Wystarczyły dwa filmy, żeby Chazelle zdobył moje serce. Dzięki rewelacyjnemu Whiplash zwrócił na siebie uwagę wszystkich, a za pomocą La La Land przekonał do siebie tych, którzy byli nieufni wobec jego talentu.






Tom Ford (Samotny Mężczyzna, Zwierzęta Nocy)
Nie trzeba mieć na koncie wielu filmów, aby zachwycać. Ford ma na swym koncie zaledwie dwa tytuły, a i tak jest dla mnie gwarancją najlepszej jakości. Liryczny, drobiazgowy, perfekcyjny.
Quentin Tarantino (Pulp fiction, Kill Bill, Bękarty wojny, Django, Nienawistna ósemka)
Nie jestem fanatykiem Tarantino, gdyż czasami mam wrażenie, iż Quentin w bardzo bezczelny sposób bawi się widzem. Byłbym jednak hipokrytą, gdybym powiedział, że takie filmy jak Bękarty wojny czy Django mi się nie podobały. Każdy jego film jest warty uwagi.
Danny Boyle (Niebiańska plaża, Trainspotting, 127 godzin, Trans, Steve Jobs)
Wciąż jestem pod wrażeniem jego talentu do reżyserii filmów, które tematycznie zupełnie od siebie odbiegają. Boyle doskonale radzi sobie z dramatami (Trainspotting), ale nie ma też większych problemów z realizacją filmu w klimacie bollywoodu (Slumdog. Milioner z ulicy) czy współczesnych thrillerów (Trans). To bez wątpienia najbardziej wszechstronny reżyser świata, który jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.



Lars von Trier (Idioci, Dogville, Antychryst, Melancholia, Nimfomanka)
Długo zastanawiałem się, czy umieścić Triera na tej liście, bo jego filmy naprzemiennie napawają mnie zachwytem lub obrzydzeniem. Spośród wymienionych tutaj to najbardziej kontrowersyjny reżyser , który wciąż mnie intryguje. Jestem wielkim fanem jego artystycznych wizji, choć przyznaję, że czasem kompletnie ich nie rozumiem.





Wojciech Smarzowski (Wesele, Dom zły, Róża, Drogówka, Pod Mocnym Aniołem, Wołyń)
Smarzowski w charakterystyczny dla siebie sposób ukazuje w filmach wszystkie bolączki naszego społeczeństwa. I robi to znakomicie - żaden inny polski reżyser nie potrafi w tak dobitny sposób pokazać tego, co w nas najgorsze.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz