wtorek, 31 grudnia 2013

Moje filmowe 2013


31 grudnia to taki dzień roku, w którym każdy człowiek nie tylko zastanawia się, jak spędzić sylwestrowy wieczór, ale przede wszystkim dokonuje własnego podsumowania minionego roku. Czy był on szczęśliwy? Czy dałem z siebie wszystko? Czy mogłem podjąć inne decyzje lub lepiej wykorzystać ten czas? A może jestem z siebie dumny i niczego nie chciałbym zmieniać? Dlatego też nie spodziewajcie się poniżej żadnego filmowego podsumowania 2013 roku, a raczej moich subiektywnych (również nieco prywatnych) refleksji, mojego własnego podsumowania.

piątek, 27 grudnia 2013

O miłości (do sztuki?) – Koneser (reż. Giuseppe Tornatore, 2013)

Aż chce się rzec - święta, święta i po świętach… Tak, wiem, że wszystkim Wam pękają brzuchy z przejedzenia i już planujecie na najbliższe tygodnie ostre treningi oraz diety oczyszczające. Wiem też, że zapewne większość z Was jest po świętach bardziej zmęczona niż wypoczęta. Tak to już jednak jest, że dni, na które tak długo się oczekuje, przemijają nam wyjątkowo szybko. Nie wiem jak Wy, ale ja przez ostatnie trzy dni zupełnie odpuściłem sobie kino i telewizję. Nie widziałem żadnego filmu, nie obejrzałem ani jednego odcinka serialu, nie nadrabiałem zaległości i nawet nie znalazłem w sobie chęci do udania się do kina na drugą część Hobbita. Ale koniec laby! Obwieszczam wszem i wobec, że w pełni wracam do mojego filmowego świata i wraz z Nowym Rokiem planuję pisać dla Was jeszcze częściej. Jako, że świąteczny duch jeszcze mnie nie opuścił, nie zamierzam dziś krytykować i narzekać. Dlatego też zrecenzuję dla Was wyjątkowo dobry film. Film, którego premiera przeszła przez nasze kina właściwie bez większego echa i gdyby nie pochlebne recenzje moich znajomych blogerów filmowych, sam zapewne również bym sobie go darował. Panie i Panowie, przed Wami Koneser.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

O trzech intrygujących kobietach - Blue Jasmine, Frances Ha, Dziewczyna z szafy



Długo zastanawiałem się, któremu filmowi lub motywowi filmowemu poświęcić ostatnią przedświąteczną notkę. Jako, że w ostatnim czasie obejrzałem naprawdę dużo filmów i chciałbym napisać Wam o nich wszystkich, zdecydowałem się na kolejną notkę typu SHORT. A tematem będą… kobiety! Wszystkie piękne, intrygujące, tajemnicze, nieco zagubione i na swój sposób nieporadne. Poniżej krótkie recenzje trzech filmów, które zdecydowanie warto obejrzeć!

czwartek, 19 grudnia 2013

Białas czarnuchowi wilkiem - Kamerdyner (reż. Lee Daniels, 2013)



Motyw rasizmu w kinie to temat rzeka. Co roku powstają filmy o tej tematyce, jednak trzeba przyznać, że największe oddziaływanie mają właśnie te wyprodukowane w Ameryce, jak np. Django czy Służące. Wśród największych oscarowych faworytów tego roku znajduje się film Steve’a McQueena pt. Zniewolony. 12 years a slave. Film ten skupia się bardziej na samym niewolnictwie niż na rasizmie, ale jego głównym bohaterem jest czarnoskóry mężczyzna (Chiwetel Ejiofor). Zniewolonego będziemy mogli obejrzeć w polskich kinach dopiero pod koniec stycznia, ale czuję, że będzie to naprawdę znakomity film. Jestem zaskoczony, że wśród nominacji do Złotych Globów zupełnie pominięto film, który chcę dla Was dzisiaj zrecenzować. Jest nim najnowsze dzieło Lee Danielsa – Kamerdyner. Na dobrą sprawę film ten posiada wszystkie cechy, które powinien posiadać film godny Oscara: traktuje o ważnych sprawach, ukazuje bardzo istotny element naszych dziejów, wskazuje na różnice i zmiany obyczajowe, jakie dokonały się w przeciągu kilku ostatnich lat. I co najważniejsze, bardzo porusza. 

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Na śmierć i życie – Wyścig (reż. Ron Howard, 2013)



To, że ostatnio zdecydowanie mniej piszę, wcale nie oznacza, że mniej oglądam. Wręcz przeciwnie – wciąż nadrabiam filmowe zaległości i z dumą mogę stwierdzić, że jestem już niemal na finiszu. A to oznacza, że teraz będę miał znacznie więcej czasu na to, aby móc się z Wami podzielić moimi filmowymi przemyśleniami. Planuję również zrobić małe podsumowanie filmowego roku 2013 i mam nadzieję, że zechcecie mi w tym pomóc (ale o tym jeszcze za jakiś czas…). Jako, że wczoraj na całym świecie obchodzono Międzynarodowy Dzień Kina, musiałem udać się na jakiś seans. Ze względu na bardzo pozytywne recenzje moich kolegów-blogerów oraz nominacje do Złotych Globów, zdecydowałem się na Wyścig. Film jest już grany w kinach od kilku tygodni, ale jako że nigdy nie byłem fanem Formuły 1, nie planowałem poświęcać mu czasu i ewentualnie obejrzeć w przyszłości na dvd. Przyznaję, że popełniłbym duży błąd, bo Wyścig to jeden z tych filmów, które TRZEBA obejrzeć właśnie w kinie, na dużym ekranie. A jako, że film okazał się być rewelacyjnym, już nie mogę się doczekać powtórki z seansu, właśnie dzięki wydaniu dvd. Poniżej pełna recenzja filmu.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Miał być hit, wyszedł kit… - Jeździec znikąd, Przelotni kochankowie, Dziewczyna z lilią

W ostatnim czasie bardzo sumiennie nadrabiam filmowe zaległości. Nie dość, że wielkimi krokami zbliża się koniec roku i w związku z tym wypada być zapoznanym z wyprodukowanymi w tym roku hitami, to w dodatku już wkrótce zostaną ogłoszone nominacje do dwóch najbardziej prestiżowych nagród w świecie filmu – Złotych Globów i Oscarów. Mam kilka swoich typów, ale znając życie Akademia po raz kolejny mnie zaskoczy. Poza tym najprawdopodobniej najwięcej nominacji dostaną te filmy, które my Polacy będziemy mieli okazję zobaczyć dopiero na przełomie stycznia i lutego. Wracając jednak do tematu notki… Cóż, wśród zaległości znalazło się kilka filmów wartych uwagi (mam zamiar poświęcić im osobną notkę), ale niestety większość okazała się być bardzo rozczarowująca. Poniżej moje krótkie subiektywne recenzje-ostrzeżenia.

środa, 4 grudnia 2013

Po tym filmie nie będziecie mieli kaca - Last Vegas (reż. Jon Turteltaub, 2013)



Wydawać by się mogło, że po kultowej trylogii Kac Vegas, komediowy motyw wieczoru kawalerskiego jest już „ograny”. Na sukcesie filmów o przygodach imprezującej watahy chcieli zarobić inni – w tym Paul Feig (twórca bardzo słabego filmu Druhny) oraz Łukasz Karwowski, który w Kac Wawa chciał za wszelką cenę pokazać światu, że Polacy również mogą bawić się tak dobrze, żeby na drugi dzień mieć porządnego kaca (smutne, że większość widzów ma kaca po jego filmie aż do dzisiejszego dnia…). I oto do naszych kin zawitał Last Vegas – kolejna komedia z motywem wieczoru kawalerskiego w tle, z gwiazdami Hollywoodu w rolach pierwszoplanowych. Jak pokazał ostatni film Ridleya Scotta (Adwokat), sam udział znakomitych aktorów na niewiele się jednak zdaje przy tragicznie słabym scenariuszu. I właśnie dlatego tak bardzo obawiałem się seansu Last Vegas – spodziewałem się kolejnej wydmuszki. Jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie, gdyż najnowszy film Turteltauba okazał się być przezabawny.

czwartek, 28 listopada 2013

W pułapce miłości… - Płynące wieżowce (reż. Tomasz Wasilewski, 2013)



Panie i Panowie, doczekaliśmy się – tematyka LGBT w końcu zawitała do polskiego kina. Tomasz Wasilewski jako pierwszy w naszym kraju odważył się na stworzenie filmu o gejach. I co najważniejsze, od początku do końca potraktował temat niezwykle poważnie. O Płynących wieżowcach można było usłyszeć bardzo wiele już od jakiegoś czasu – film zrobił prawdziwą furorę na ogólnoświatowych festiwalach filmowych. Obraz Wasilewskiego ma już na swoim koncie 6 nagród filmowych (w tym 3 Złote Lwy!). Co zadecydowało o tak wielkim sukcesie Płynących wieżowców? Hm, to banalne co napiszę, ale to po prostu dobry film jest. W ostatnim czasie w kinie nastąpił prawdziwy wysyp filmów o tematyce LGBT, ale film Wasilewskiego wydaje się być na ich tle naprawdę szczególny. Dlaczego? Bo zostaje z widzem jeszcze na długo po seansie…

niedziela, 24 listopada 2013

O chciwości – Adwokat (reż. Ridley Scott, 2013)



Ridley Scott i Cormac McCarthy – z tej współpracy naprawdę miało wyniknąć coś wspaniałego! Ten pierwszy to jeden z najbardziej znanych światowych reżyserów, twórca takich hitów jak Gladiator, Hannibal, American Gangster czy Prometeusz. Drugi natomiast to fenomenalny pisarz amerykański, autor powieści, której ekranizacja (To nie jest kraj dla starych ludzi) otrzymała w 2007 roku aż 4 Oscary. Jak można się domyślać, Scott postawił sobie za zadanie wyreżyserowanie filmu do scenariusza autorstwa McCarthy’ego. Zaprosił do udziału w filmie same gwiazdy. Naprawdę dawno nikt tak bardzo nie emocjonował się możliwością zobaczenia na jednym ekranie aż tak wielu świetnych aktorów (Michael Fassbender, Cameron Diaz, Brad Pitt, Penelope Cruz, Javier Bardem). Tak, dobrze czytacie. Oni naprawdę wystąpili w jednym filmie, w dodatku zagrali naprawdę dobrze. Tylko co z tego? Niestety, Adwokat okazał się być kolejnym z tych filmów, którym nawet udział największych gwiazd Hollywoodu niewiele może pomóc. Bo słaby scenariusz na zawsze pozostanie tylko słabym scenariuszem.

czwartek, 21 listopada 2013

O ofierze własnego talentu - Papusza (reż. Joanna Kos-Krauze, Krzysztof Krazue, 2013)



Mimo, że Papuszę miałem okazję widzieć już w niedzielę, w ciągu tych kilku minionych dni wciąż odkładałem w czasie moment napisania recenzji. Śmiało muszę się przyznać, że to dlatego, iż dawno nie miałem wobec żadnego filmu aż tak mieszanych uczuć. Zaraz po wyjściu z kina wraz z koleżanką przez dłuższą chwilę zastanawialiśmy się, jak właściwie ocenić ten film. Bo przecież nie był zły i oglądało się go całkiem dobrze. Inna sprawa, że momentami czuć było ogromne znużenie i właściwie nie za bardzo interesowało nas, co wydarzy się dalej. Po tylu wspaniałych słowach o Papuszy w mediach (i docenieniu filmu na arenie międzynarodowej) spodziewałem się, że dostanę film równie dobry jak zrecenzowane Chce się żyć czy Ida. Niestety, pod względem fabularnym film okazał się być zdecydowanie słabszy od tych wspomnianych powyżej, ale o dziwo zachwycił mnie czymś innym. Formą. Tego od państwa Krauzów mogą się uczyć całe pokolenia. Zdjęcia, muzyka i montaż to główne punkty, dla których naprawdę warto obejrzeć Papuszę.

poniedziałek, 18 listopada 2013

O piratach na poważnie - Kapitan Phillips (reż. Paul Greengrass, 2013)



Rok rocznie listopad, grudzień i styczeń okazują się być najbardziej filmowymi miesiącami. Jest to okres, kiedy w polskich kinach pojawiają się filmy, z których duża część zostanie nominowana do Złotych Globów i Oscarów. I choć większość listopadowych premier zasługuje na obejrzenie w kinie, należy pamiętać także o swym portfelu. Aby całkiem nie zbankrutować, warto wybrać się na te najbardziej wyjątkowe filmy. W tym roku na to miano zasługuje właśnie Kapitan Phillips – najnowszy film Paula Greengrassa, twórcy Lotu 93 oraz dwóch części o przygodach Bourne’a (Krucjata Bourne’a, Ultimatum Bourne’a). To kino przez duże K, emocjonujące, poruszające i takie, do którego będzie się chciało wracać. O tym, dlaczego warto udać się do kina na Kapitana Phillipsa, możecie przeczytać poniżej.

piątek, 15 listopada 2013

O porno-uzależnieniu – Don Jon (reż. Joseph Gordon-Levitt, 2013)



Przyznaję się bez bicia, że czekałem na ten film z ogromną niecierpliwością. Dlaczego? Odpowiedź nie jest prosta. Po pierwsze, tematyka wydała mi się być bardzo interesująca i oryginalna. W końcu w dzisiejszych czasach powstaje mnóstwo filmów o nałogach, ale naprawdę niewiele z nich odnosi się do uzależnienia od pornografii. Wstyd Steve’a McQueena widziałem wiele razy i z każdym kolejnym seansem podobał mi się coraz bardziej. Poza tym bardzo lubię Josepha Gordon-Levitta jako aktora i z racji, że Don Jon jest jego pełnometrażowym debiutem, byłem bardzo ciekawy, czy sprosta zadaniu jako reżyser. Udział takich aktorów jak Scarlett Johansson, Julianne Moore czy Tony Danza zwiastował, że szykuje się kawał porządnego kina. Kiedy więc nadarzyła mi się okazja wzięcia udziału w przedpremierowym seansie Don Jona w krakowskim Kinie Pod Baranami, nie mogłem jej zmarnować. I wiecie co? Bawiłem się naprawdę wyśmienicie. Już w tym momencie bardzo gorąco zachęcam do wizyty w kinie, a pełną recenzję filmu możecie przeczytać poniżej.

wtorek, 12 listopada 2013

Czas dorosnąć… - Bilet na księżyc (reż. Jacek Bromski, 2013)



Zdarza mi się, że idę do kina kompletnie „w ciemno”. Nie czytam, kto jest reżyserem filmu, jacy grają w nim aktorzy oraz jakie są opinie pierwszych widzów. Krótko mówiąc, idę na żywioł. Tak było właśnie w przypadku Biletu na księżyc. Ostatnie krajowe premiery (Wałęsa. Człowiek z nadziei, Chce się żyć, Ida) tak pozytywnie nastroiły mnie do polskiego kina, że postanowiłem zaryzykować. Czy się opłaciło? Chyba nie do końca. Bo choć czasu poświęconego na seans nie mogę uznać za stracony, to jednak mam poczucie, że film mógł być o niebo lepszy i że nieco zmarnowano jego potencjał. Pełniący rolę reżysera i scenarzysty Jacek Bromski ma w swoim dorobku kilka naprawdę niezłych filmów, np. U Pana Boga w ogródku czy Uwikłanie. Czy Bilet na księżyc można do nich porównać? Zdecydowanie nie, gdyż film jest bardzo nierówny i nie można oprzeć się wrażeniu, że z każdą minutą poziom słabnie. Pełna recenzja poniżej.

niedziela, 10 listopada 2013

Bo życie nie jest usłane różami… - Broken, Pragnienie miłości, W kręgu miłości

Wielokrotnie podkreślam, że rola kina nie polega wyłącznie na zabawianiu i zapewnianiu rozrywki. Osobiście uwielbiam komedie i regularnie śledzę ich najnowsze premiery, ale nie jest to gatunek, który sprawił, iż kino stało się moją pasją. Dla mnie najważniejsze są te filmy, które pozostają w głowie jeszcze na długo po seansie. Tak się składa, że najczęściej są to dramaty, które poruszają i zmuszają do wielu refleksji. Według mnie w dzisiejszych czasach nie ma lepszego środka przekazu niż kino i teatr. Te dwie instytucje potrafią pokazać wszystkie możliwe emocje, zabrać w inny świat, ukazać nową rzeczywistość. W ostatnim czasie zdarzyło mi się sięgnąć po trzy produkcje, które w wyjątkowo brutalny sposób pokazują, że nasze życie wcale nie jest usłane różami. To filmy ciężkie, duszne, przygnębiające i przytłaczające. Bez wątpienia są jednak bardzo ważne dla osób, które muszą zmagać się z takimi samymi problemami jak ich bohaterowie. Poniżej krótkie recenzje trzech bardzo niehollywoodzkich filmów.

poniedziałek, 4 listopada 2013

O starości – Kwartet, Zamieszkajmy razem

Filmowcy stosunkowo często sięgają po motyw starości. W największej liczbie przypadków chodzi o jej wyśmianie – w końcu przygłuchy dziadek (lub babcia) pojawia się w niemal każdej komedii. Istnieje też grupa twórców filmowych, którzy traktują starość śmiertelnie poważnie, jak np. Michael Haneke, reżyser znakomitej i nagrodzonej w zeszłym roku Oscarem Miłości. To dwie skrajne formy wykorzystania motywu starości. A czy nie można ich połączyć? Przecież starość to okres życia jak każdy inny, z charakterystycznymi dla siebie elementami, zarówno zabawnymi jak i dramatycznymi. Dwa recenzowane poniżej filmy próbują połączyć komedię z dramatem, co szalenie mi się podoba. Owszem, poruszają (i to momentami bardzo dogłębnie) i wzruszają, ale również bawią. Co najważniejsze, jest to humor w najwyższej formie, podany z klasą, stylem i elegancją. I niech nikt nie próbuje mi wmówić, że Kwartet lub Zamieszkajmy razem to filmy dla emerytów, bo to nieprawda. Wręcz przeciwnie, należy po nie sięgnąć przed osiągnięciem wieku wspomnianego emeryta, aby nabrać szacunku do ludzi i życia.

czwartek, 31 października 2013

O filmie, który zupełnie nie nadaje się do obejrzenia w Halloween – Istnienie (reż. Vincenzo Natali, 2013)



Jak powszechnie wiadomo, istnieje bardzo wiele sposobów na spędzenie halloweenowej nocy. Jedni przebierają się za najstraszniejsze stwory i udają się na imprezy, inni wystawiają przed dom dynie i bawią się w wywoływanie duchów, a jeszcze inni decydują się na filmowe maratony horrorów. Osobiście nie zaliczam się do żadnej z tych grup i nie świętuję Halloween, aczkolwiek gdybym miał to robić, bez wątpienia zdecydowałbym się na ostatnią z wyliczonych wyżej form. Stacje filmowe prześcigają się w repertuarze horrorów na dzisiejszy wieczór i jestem przekonany, że każdy znajdzie coś dla siebie. W żadnym wypadku nie radzę natomiast udawać się do kina, gdyż grane obecnie horrory są naprawdę słabe. Planowałem wybrać się na Carrie, jednak recenzje moich znajomych filmowych blogerów okazały się tak zniechęcające, że porzuciłem ten pomysł (film pewnie w końcu obejrzę, ale poczekam na wersję dvd). Zdecydowałem się na seans Istnienia. Cóż, bardzo tego żałuję. I owa notka ma za zadanie ostrzec Was przed tym marnym filmem. Bo czas i pieniądze warto w tym przypadku zaoszczędzić!

niedziela, 27 października 2013

Bóg, hedonistyczna ciotka i antysemityzm - Ida (reż. Paweł Pawlikowski, 2013)



Przyznaję się bez bicia, że o filmie Ida po raz pierwszy usłyszałem po ogłoszeniu wyników Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Film Pawła Pawlikowskiego zdobył aż 9 Złotych Lwów, w tym za Najlepszy film i Najlepszą pierwszoplanową rolę kobiecą. Zeszły tydzień przyniósł kolejne dobre nowiny, gdyż Ida została uznana za najlepszy film na festiwalu w Londynie. Już wtedy wiedziałem, że będę musiał ten film obejrzeć. Po wyjątkowo dobrych Wałęsie. Człowieku z nadziei oraz Chce się żyć seanse polskich filmów okazują się być prawdziwą przyjemnością. W przypadku Idy też wszystko się zgadza i ani trochę nie dziwię się, że film spotkał się z tak dobrym odbiorem. Bo to kolejny polski film na bardzo dobrym poziomie! W swojej prywatnej klasyfikacji stawiam go nawet wyżej niż Wałęsę Wajdy i już teraz gorąco zachęcam Was do wizyty w kinie.

środa, 23 października 2013

O niepełnosprawności po polsku – Chce się żyć (reż. Maciej Pieprzyca, 2013)



Pamiętacie jeszcze film Nietykalni? Z pewnością pamiętacie. To absolutnie wyjątkowe dzieło, które bawi, wzrusza i skłania do refleksji. Nie znam osoby, której ten film by się nie podobał lub która powiedziałaby, że jest słaby lub średni. Polacy zakochali się w tym francuskim filmie i nic w tym dziwnego, bo jest naprawdę jedyny w swoim rodzaju (kto jeszcze nie widział, niech w te pędy nadrobi!). Rok 2013 jest dla polskiej kinematografii szczególny. Ostatnie zdanie powinno być właściwie rozwinięte na całą notkę (czego pewnie w najbliższym czasie dokonam), gdyż w czasie kilku ostatnich miesięcy naprawdę coś pękło. Najlepszym tego przykładem jest recenzowany dziś przeze mnie film pt. Chce się żyć. Oto okazało się, że Polacy stworzyli film równie dobry co wspomniani Nietykalni. A może nawet lepszy? O Chce się żyć mógłbym rozprawiać bez końca, bo to kino najwyższej klasy. Kino, które bawi i wzrusza zarazem oraz które – co najważniejsze – zmusza do wielu refleksji. Kino z poruszającą ścieżką dźwiękową i aktorstwem na najwyższym możliwym poziomie. Kino kompletne, totalne. Kino, jakie chcę oglądać. Dzisiejsza notka jest szczególna, ponieważ dwa ostatnie akapity zostały napisane przez mojego kolegę, który poprzez pryzmat własnych doświadczeń pragnie podzielić się swoimi wrażeniami po filmie, z punktu widzenia osoby mającej kontakt z niepełnosprawnymi. Jest mi szalenie miło, że Michał zechciał się podzielić ze mną i z Wami swoją opinią.

niedziela, 20 października 2013

O nieważkości – Grawitacja (reż. Alfonso Cuaron, 2013)



Wow, cóż to jest za film… Przyznaję się otwarcie, że nie cierpię kina science-fiction. Nie potrafię tego logicznie wytłumaczyć, ale wszelkie istoty pozaziemskie, statki kosmiczne i podróże międzyplanetarne ani trochę mnie nie interesują. Nie widziałem nigdy słynnej sagi Star Wars i nie czuję z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Co prawda, w najbliższym czasie planuję zmierzyć się z tą klasyką (choćby z ciekawości dla aktorów, np. Ewana McGregora), ale raczej nie ekscytuję się na samą myśl o seansie. Właśnie ze względu na bycie anty-fanem filmów o kosmosie bardzo sceptycznie podchodziłem do Grawitacji. Dlaczego zatem zdecydowałem się na seans? Bez wątpienia wpływ miały na to wyjątkowo pochlebne recenzje moich kolegów blogerów, ale też nazwisko reżysera, który przecież stworzył tak wybitne i popularne filmy jak Sierociniec, Labirynt Fauna czy Biutiful. Wielka szkoda, że zwlekałem z obejrzeniem tego filmu cały tydzień. Bo wyszedłem z kina naprawdę porażony! Wow, wow, wow!

czwartek, 17 października 2013

O poszukiwaniu wzorca – Najlepsze najgorsze wakacje (reż. Nat Faxon, Jim Rash, 2013)



Mimo, że za oknami już prawdziwa jesień, w kinie wciąż możemy poczuć, jak byśmy byli na wakacjach. Jeszcze nie tak dawno recenzowałem dla Was Królów lata, a tutaj kolejny film w letnim klimacie - Najlepsze najgorsze wakacje. Nie sposób porównywać ze sobą tych dwóch filmów, gdyż są kompletnie różne, zarówno pod względem treści jak i klimatu. Jedynym łączącym je elementem jest właśnie letnia pora roku. Cóż, film Królowie lata pozytywnie mnie zaskoczył, ale raczej nie porwał. Spodziewałem się, że podobnie będzie z Najlepszymi najgorszymi wakacjami. Nic bardziej mylnego, gdyż seans okazał się niebywale przyjemny. To kolejny film, od którego nie oczekiwałem zbyt wiele, a który bardzo mnie zaskoczył! Już na wstępie gorąco polecam, a o szczegółach możecie przeczytać poniżej.

niedziela, 13 października 2013

O niepełnosprawności – Imagine, Rust and bone, Hasta la vista!

W miniony piątek do kin wszedł polskim film pt. Chce się żyć, który zrobił prawdziwą furorę na festiwalu w Montrealu. Już teraz muszę napisać, że dla mnie to absolutne arcydzieło. Z tego też względu film zasługuje na osobną notkę i obiecuję, że już wkrótce ją dostaniecie. Dziś chciałbym skupić się na filmach, które poruszają ten sam motyw, co wspomniane Chce się żyć. Powszechnie wiadomo, że niepełnosprawność wciąż pozostaje tematem tabu. Ludzie wciąż mają problem z poruszaniem tego tematu, a na prośbę niepełnosprawnego o pomoc najczęściej reagują odwróceniem twarzy. W otaczającym nas świecie i w mediach panuje kult piękna, gdzie prezentowani są nam ludzie idealni. Zupełnie zapomina się natomiast o niepełnosprawnych, którzy przecież także są ludźmi i którzy mają takie same marzenia, pragnienia i potrzeby co inni. Tym większy szacun dla twórców filmowych recenzowanych poniżej filmów. Bo oni nie tylko nie boją się rozprawiać o niepełnosprawności w sposób naturalny i momentami wręcz zabawny, ale przede wszystkim prezentują nam niepełnosprawnych jako normalnych, jednych z nas. Wszystkie poniższe filmy musicie zobaczyć, obowiązkowo!

środa, 9 października 2013

Gdyby nie ten gwizdek… - Labirynt (reż. Denis Villeneuve, 2013)



Jak donoszą nagłówki niemal wszystkich portali filmowych i pierwszych stron gazet, Andrzej Wajda zdołał osiągnąć sukces, gdyż na jego najnowszy film o Wałęsie do kin wyruszyły prawdziwe tłumy. Osobiście bardzo się z tego cieszę, bo to naprawdę dobry film (recenzja w poprzedniej notce). Inna sprawa, że na sukcesie Wajdy stracą inni reżyserzy, których filmy miały swą premierę w tym samym czasie co Wałęsa. Człowiek z nadziei. Tak może być właśnie w przypadku Labiryntu, najnowszego filmu bardzo zdolnego Denisa Villeneuve’a, twórcy słynnego Pogorzeliska (bardzo polecam ten film!). Jak donoszą badania rynkowe, przeciętny Polak bywa w kinie raz do roku, a więc skoro wybrał się na film Wajdy, raczej nie zwróci większej uwagi na Labirynt. Wielka, naprawdę, wielka szkoda. Bo już dawno nie widziałem w kinie filmu, który równie dobrze łączyłby elementy trzymającego w napięciu thrillera i mrocznego kryminału.

sobota, 5 października 2013

O wolności – Wałęsa. Człowiek z nadziei (reż. Andrzej Wajda, 2013)



O tym filmie wszyscy Polacy dyskutują już od ponad roku. Nic dziwnego, w końcu Wajda postanowił nakręcić film o człowieku, którego każdy Polak doskonale zna. O Wałęsie – człowieku, który jeszcze za życia stał się legendą. Jest mi niezmiernie miło, że wreszcie (po recenzjach Diany i Lovelace) mogę przygotować dla Was notkę o filmie niemal w pełni poświęconemu jednemu mężczyźnie. Kilkanaście dni temu nasz kraj obiegła informacja, iż to właśnie najnowszy film Wajdy będzie reprezentował Polskę w walce po Oscara w tym roku. Czy słusznie? Chyba nie do końca, bo choć Wałęsa. Człowiek z nadziei doskonale sprawdza się jako film dla Polaków i obejrzenie go na dużym ekranie wydaje się być wręcz narodowym obowiązkiem, to na międzynarodowej arenie prawdopodobnie zostanie nawet niezauważony… 

środa, 2 października 2013

O horrorze z prawdziwego zdarzenia – Obecność (reż. James Wan, 2013)



Zapewne pamiętacie, jak jeszcze całkiem nie tak dawno żaliłem się na współczesne horrory. Właściwie większość z nich zupełnie nie przeraża, a co gorsza, nawet bawi. Pamiętam jeszcze czasy, w których przed seansem horroru długo zastanawiałem się, czy aby na pewno chcę spędzić dwie kolejne godziny na „baniu się”. Oglądając takie filmy jak Mama lub Martwe zło czułem się jednak bardziej zażenowany niż przestraszony. I oto kilka tygodni temu w kinach pojawiła się Obecność. Przyznaję, że już sam trailer okazał się interesujący, ale zrażony po ostatnich kiepskich horrorach jakoś sobie ten film odpuściłem. Kiedy ostatnio nadarzyła mi się okazja nadrobienia tej zaległości, postanowiłem zaryzykować. I ani trochę nie żałuję, bo wreszcie poczułem się podobnie jak wtedy, kiedy oglądałem Egzorcyzmy Emily Rose

sobota, 28 września 2013

O ikonie porno – Lovelace (reż. Jeffrey Friedman, Rob Epstein, 2013)



Dopiero kilka dni temu recenzowałem dla Was Dianę, a dziś znowu przygotowałem notkę poświęconą kobiecie. Mowa o Lindzie Lovelace, ikonie rewolucji seksualnej w Stanach Zjednoczonych lat 70. To aktorka, która zasłynęła udziałem w słynnym filmie pornograficznym pt. Głębokie gardło, który przyczynił się do prawdziwego rozkwitu branży filmów dla dorosłych. O Lindzie i jej głośnej historii bez wątpienia słyszeli nawet ci, którzy uznają temat porno za tabu. Ja bardzo sceptycznie podchodziłem do tego tytułu i właściwie skusiłem się dopiero na jego obejrzenie po przeczytaniu krótkiej recenzji u Dziś oglądam – w kinie i o kinie. Uwielbiam takie zaskoczenia! Bo Lovelace duetu Friedman&Epstein zawiera w sobie elementy z tak kultowych filmów jak Boogie nights czy Monster. W dodatku jest wciągający i bardzo dobry pod względem aktorskim. Więcej o filmie przeczytacie poniżej.

środa, 25 września 2013

O gwiazdorskich komediach wakacji 2013 – Wielkie wesele, Millerowie, To już jest koniec

Stosunkowo długo zastanawiałem się, czy pisać tę notkę, bo – umówmy się – znacznie przyjemniej pisze się na temat dobrych filmów. Wiadomo, że łatwo jest krytykować, wytykać błędy czy pisać, że samemu zrobiłoby się ten film o wiele lepiej. Inna sprawa, że w przypadku kina krytyka jest niezbędna. W dzisiejszych czasach powstaje tak wiele filmów, że naprawdę ciężko jest wyselekcjonować tylko te najlepsze. Prowadząc bloga filmowego czuję się w obowiązku nie tylko polecać Wam dobre filmy, ale również ostrzegać przed tymi złymi. W końcu każdy ceni sobie swój czas i pieniądze. Nie dajcie się zatem nabrać na głośne hasła z kolorowych plakatów albo, co gorsza, na gwiazdorską obsadę. Bo miernemu scenariuszowi nawet najbardziej utalentowane aktorsko gwiazdy nie pomogą. Poniżej prezentuję trzy krótkie recenzje bardzo popularnych komedii okresu wakacji 2013. Już na wstępie chcę zaznaczyć, że żadnej z nich Wam nie polecam. I z wielkim smutkiem przyznaję, że każdy z tych filmów okazał się dla mnie ogromnym rozczarowaniem.

sobota, 21 września 2013

O Królowej Ludzkich Serc – Diana (reż. Oliver Hirschbiegel, 2013)



Miniony piątek wniósł do polskich kin wiele świeżości – niemal wszystkie portale filmowe rozwodzą się bowiem na temat premier tak głośnych tytułów jak W imię Małgorzaty Szumowskiej, Czas na miłość Richarda Curtisa czy właśnie Diana Olivera Hirschbiegela. Na najnowszy film twórcy kultowego Upadku czekałem z wyjątkową niecierpliwością. Dlaczego? Nie tylko ze względu na obiecujące znakomitą rozrywkę nazwisko reżysera, ale głównie z powodu wcielającej się w tytułową postać Naomi Watts. Poza tym byłem szalenie ciekawy, w jaki sposób zostaną przedstawione losy tej niesamowitej kobiety. Kiedy po ogólnoświatowej premierze na film spadła burza piorunów, poczułem wielki zawód. Postanowiłem jednak nie czytać tych wszystkich krytycznych recenzji i sam zmierzyć się z filmem. I wiecie co? Moim zdaniem Hirschbiegel podołał swemu zadaniu. A o szczegółach przeczytacie poniżej.

środa, 18 września 2013

O egzystencjalizmie – W drodze (reż. Walter Salles, 2012)



Po tym filmie pojechali chyba wszyscy… Bardzo regularnie staram się odwiedzać wszystkie moje ulubione blogi filmowe (ich listę możecie znaleźć po prawej stronie) i przyznam, że recenzje filmu W drodze skutecznie odradzały mi seans. Nie jestem żadnym fanem filmów Sallesa (właściwie wielu z jego filmów jeszcze nie miałem okazji zobaczyć), ale akurat ten zainteresował mnie już po przeczytaniu samego opisu. Bardzo miło wspominam Marzycieli Bertulocciego i jakoś pod skórą czułem, że W drodze okaże się równie przyjemne. I wiecie co? Nie pomyliłem się. Bo jakby na przekór wszystkim, ten film naprawdę mi się spodobał.



niedziela, 15 września 2013

O domku w środku lasu - Królowie lata (reż. Jordan Vogt-Roberts, 2013)



Nie da się nie zauważyć, że coraz większymi krokami zbliża się koniec lata. Powietrze staje się chłodniejsze, na niebie coraz częściej pojawiają się ciemne chmury, a ludziom zaczyna powoli brakować energii i zapału z powodu braku słońca. Bo przecież nadchodzi szara i deszczowa jesień… Hm, a gdyby tak spojrzeć na całą sytuację z innej strony? Otóż lada dzień liście drzew staną się różnokolorowe, na ulicach będzie można pokazać się w nowych ubraniach z jesiennych kolekcji, a w domku zawsze będzie czekał na nas kocyk, ciepła herbatka i przyjemny film, który umili długi jesienny wieczór. Prawda, że na samą myśl od razu poprawia się nastrój? Póki jednak lato wciąż o sobie przypomina, postanowiłem zaserwować sobie film typowo w jego klimatach. Zdecydowałem się na seans Królów lata także ze względu na bardzo dobre recenzje przyjacielskich blogerów filmowych. I choć film ostatecznie nieco mnie rozczarował, nie uważam czasu poświęconego na jego obejrzenie za stracony. Jest to bowiem idealna produkcja na zakończenie tej pory roku… Szczegóły poniżej.

wtorek, 10 września 2013

O Polakach innych niż ci, których znamy... - Last minute, Podejrzani zakochani, Bejbi blues

Dziś na FILMplanecie chciałbym zaprezentować ostatnią część moich rozważań na temat polskich premier 2013. W ostatniej notce z tej serii chciałbym opisać trzy bardzo słabe filmy, których oglądania raczej nikomu nie polecam. Wśród nich znajduje się kontrowersyjny Bejbi blues, który nomen-omen został nagrodzony Kryształowym Niedźwiedziem na festiwalu w Berlinie. O tym, co nie podobało mi się w Bejbi blues i dlaczego takie filmy jak Last minute czy Podejrzani zakochani uważam za pomyłki, możecie przeczytać poniżej.

piątek, 6 września 2013

O Polakach walczących – Syberiada polska, Tajemnica Westerplatte, Dzień kobiet

Dziś na FILMplanecie 2 część moich rozważań na temat, „czy polskie filmy to naprawdę zło konieczne?”. Tym razem wybrałem te premiery minionego roku, które dotyczą Polaków walczących. Dwa z recenzowanych niżej filmów odnoszą się do naszej ciężkiej historii i tradycyjnie już można się spierać, na ile twórcom filmowym udało się odwzorować tamte czasy. Rzeczywiście, te dwie produkcje okazują się być dosyć problematyczne w odbiorze i przyznaję, że sam również mam wielki problem z ich jednoznaczną oceną. Na ich tle zupełnie wyjątkowo prezentuje się najnowszy film Marii Sadowskiej – Dzień kobiet jest bowiem jedną z tych produkcji, które każdy Polak powinien obejrzeć! Szczegóły poniżej.

poniedziałek, 2 września 2013

Czy polskie kino to naprawdę zło konieczne? – część 1 (Nieulotne, Baczyński, Miłość. Film Sławomira Fabickiego)

Ostatnie tygodnie sierpnia przyniosły bardzo dobre wiadomości. Otóż okazało się, że Polacy jednak potrafią robić dobre filmy, co zostało w końcu docenione na międzynarodowej arenie. Trzy polskie filmy (Papusza, Płynące wieżowce, Chce się żyć) szturmują kolejne festiwale filmowe i zdobywają kolejne nagrody. Jestem szalenie ciekawy wszystkich trzech filmów i nie mogę się doczekać, aż zobaczę je na dużym ekranie. Ostatnimi czasy w Polsce niestety dużo więcej mówiło i pisało się o filmach złych, gdyż – cóż – było ich zdecydowanie więcej niż tych dobrych. I choć w tym roku część twórców filmowych po raz kolejny serwuje nam rozrywkę na naprawdę najniższym poziomie (jak choćby wyświetlana właśnie w kinach Ostra randka 3D), za co zapewne zostanie nagrodzona licznymi Wężami, to wśród polskich premier 2013 da się też odnaleźć produkcje warte uwagi. Dzień kobiet czy Miłość. Film Sławomira Fabickiego to naprawdę bardzo dobre dramaty, które poruszają niezwykle ważne społecznie problemy. Wraz z początkiem września chciałbym przybliżyć Wam kilka polskich filmów 2013 roku. Wśród nich znajdą się zarówno te tragicznie słabe (Last minute, Podejrzani zakochani), jak i warte większej uwagi (wspomniane już Dzień kobiet czy Miłość Fabickiego). Jako, że na naszej planecie nic nie jest tylko czarne i białe, chciałbym zwrócić też uwagę na te tytuły, które znajdują się pomiędzy tymi dobrymi i złymi. Można je nazywać średnimi, byle jakimi, przeintelektualizowanymi albo po prostu niedopracowanymi. Zachęcam do zapoznania się z poniższymi recenzjami.

środa, 28 sierpnia 2013

Poradnik negatywnego myślenia - Przyjaciel do końca świata (reż. Lorene Scafaria, 2012)



Ostatnie dni wakacji okazują się być tak zajmujące, że naprawdę ciężko znaleźć mi czas, żeby przysiąść do komputera i napisać coś sensownego. Co nie znaczy, że niczego nie oglądam – wręcz przeciwnie! Co prawda ze względu na obecne położenie i brak kina w promieniu 20 km. jestem trochę do tyłu z premierami kinowymi, ale za to mam możliwość nadrobienia choć część zaległości filmowych. Tym razem na mój ruszt trafił Przyjaciel do końca świata. To bez wątpienia film niebanalny i oryginalny, ale podczas seansu miałem identyczne wrażenie, jak w przypadku recenzowanej jakiś czas temu Nocy oczyszczenia. O co się rozchodzi? A no o zmarnowany potencjał! Bo mogło być super fajnie, a wyszło jedynie tak sobie…


sobota, 24 sierpnia 2013

5 filmów z dzieciństwa na FILMplanecie!



To już 50. notka! Czas pędzi jak szalony i aż wierzyć mi się nie chce, że udało mi się napisać już dla Was 50. postów. Bardzo się cieszę, że wciąż chcecie mnie czytać, a codzienny wzrost liczby odwiedzających bloga i fanpage’a jest naprawdę bardzo motywujący. Bardzo fajnie się złożyło, że akurat w ten mały jubileusz zostałem wytypowany do zabawy, w której blogerzy filmowi dzielą się swymi wspomnieniami z dzieciństwa, a właściwie opisują 5 filmów z tamtych czasów. Zabawę zapoczątkowała Filmowy Kot, a ja zostałem do niej wytypowany przez Filmowe Abecadło, za co jestem bardzo wdzięczny.
Zapewne mój ranking nie będzie odkrywczy ani oryginalny, ale chyba nie o to w tej zabawie chodzi. Skoro dzieciństwo, to dzieciństwo. Pochodzę z rocznika ’89 (zaliczanego już do pokolenia Y), a jak powszechnie wiadomo, przełom tamtych lat obfitował w naprawdę wyjątkowo udane produkcje filmowe. Poniżej filmy, które szczególnie zwróciły moją uwagę w czasach szkoły podstawowej i gimnazjum.

środa, 21 sierpnia 2013

Strachy na lachy, czyli o tym, jak znów się nie przestraszyłem... (Dom na końcu ulicy, Martwe zło, Maniac)

Jeszcze nie tak dawno żaliłem się tutaj na ostatnie horrory. Wtórne, głupie, przereklamowane – te trzy przymiotniki najlepiej oddają ich charakter. Właściwie żaden z nich nie zaspokoił do końca mojej potrzeby poczucia strachu - niby Sinister nie był najgorszy, no ale… Stosunkowo szybko w kinie i na dvd pojawiły się kolejne z założenia straszne filmy, więc postanowiłem sprawdzić, czy i jeśli, to jak wiele zmieniło się w temacie. Niestety, jest jeszcze gorzej niż ostatnio. Co prawda w zestawieniu nie ma głośnej i chwalonej ostatnio przez wszystkich Obecności, ale to dlatego, że film ten pozostawiam sobie na osobny seans, który – bardzo na to liczę – wreszcie da mi to, czego wymagam od porządnego horroru. Póki co jednak kilka słów na temat dwóch „horrorów”, których nie powinniście oglądać. A na sam koniec trochę o Maniacu, który na dobrą sprawę zasługuje na osobną notkę, gdyż na swój charakterystyczny sposób zachwyca i zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych opisywanych produkcji.

sobota, 17 sierpnia 2013

Krwawa ekstaza - Tylko Bóg wybacza (Nicolas Winding Refn, 2013)



Tak, przyznaję się. Recenzję najnowszego filmu Refna odkładałem w czasie od naprawdę dawna. Zanim jednak wyjaśnię, dlaczego, muszę Was zapoznać z samym początkiem tej historii. Otóż kiedy po raz pierwszy zobaczyłem trailer Tylko Bóg wybacza, zakochałem się w nim. Potrafiłem go oglądać całymi dniami, nawet kilka razy pod rząd i tak aż do dnia polskiej premiery. Doskonale pamiętam, że szedłem do kina z wypiekami na twarzy. No bo przecież jeden z moich ulubionych aktorów, Ryan Gosling! No bo Refn, który stworzył genialną trylogię Pusher i fanatycznie wręcz przeze mnie ukochanego Drive! No i TA muzyka, która przenosiła mnie w inne miejsce niż mój niewielki pokój. Po 90 minutach okazało się, że jest jeszcze gorzej niż było. Bo po seansie miałem w głowie jedną wielką pustkę, a stan ten utrzymuje się do dnia dzisiejszego i w jego rozwiązaniu nie pomogły nawet setki przeczytanych recenzji, zarówno tych bardziej jak i mniej ambitnych. Skoro jednak domagacie się mojego komentarza w sprawie tego głośnego filmu, otrzymacie go. Aczkolwiek już na wstępie zaznaczam, że to będzie wyjątkowo subiektywna recenzja.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Thrillery 2012/2013 - Połączenie, Alex Cross, Władza

W ostatnim czasie obejrzałem całkiem sporo filmów i stosunkowo długo zastanawiałem się, o których z nich powinienem dziś napisać. Jako, że na FILMplanecie nie było jeszcze zbiorowej notki o thrillerach, zdecydowałem się postawić właśnie na nie. To właściwie jeden z moich ulubionych gatunków filmowych. Dlaczego? Bo lubię nieprzewidziane akcje, to uczucie „bycia utrzymywanym w napięciu” i wreszcie zaskakujące zakończenia. Niestety, poniżej zrecenzowane filmy tylko poniekąd okazały się być interesujące. Mimo to zachęcam do zapoznania się z notką.

piątek, 9 sierpnia 2013

Śnieżka w świecie corridy – Śnieżka (reż. Pablo Berger, 2012)



Wydawać by się mogło, że w kinie trwa w najlepsze sezon ogórkowy. Co prawda niektóre filmy miło zaskakują, ale zdecydowana większość to osadzone w letnim klimacie głupkowate komedie lub bajki skierowane do najmłodszych widzów. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o kolejnej wersji Śnieżki, westchnąłem i począłem się zastanawiać, ileż razy jeszcze twórcy filmowi będą serwować ten sam odgrzewany kotlet. W końcu rok temu w kinach mogliśmy oglądać Królewnę Śnieżkę w reżyserii Singha (z Julią Roberts i Lily Collins w rolach głównych) oraz alternatywną Królewnę Śnieżkę i Łowcę, gdzie w waleczną królewnę wcieliła się Kristen Stewart. Ze względu na wyczerpanie tematu, wielu widzów być może postanowi sobie darować najnowszy obraz Bergera. Och, ależ byłby to błąd… Bo hiszpańska Śnieżka nie jest wcale odgrzewanym kotletem, a hitem, który zasługuje na miano prawdziwego arcydzieła.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

O filmach kostiumowych 2012/2013 - Wielkie nadzieje, Kochanek królowej, Uwodziciel

Tym razem FILMplaneta bierze pod lupę filmy kostiumowe. W przypadku tego gatunku niemal zawsze można liczyć na doskonałą scenografię oraz interesującą ścieżkę muzyczną. Cechą wspólną zaprezentowanych niżej filmów jest również gwiazdorska obsada. Czy czuję się oczarowany? Hm, poniekąd. Wszystkim trzem tytułom dałem na Filmwebie oceny od 6 do 7 na 10, co oznacza, że każdy z nich okazał się przyzwoity i stosunkowo przyjemny w odbiorze. A szczegóły poniżej.

piątek, 2 sierpnia 2013

O wampirach inaczej – Byzantium (reż. Neil Jordan, 2012)



Neil Jordan już kiedyś zmierzył się z motywem wampiryzmu. W słynnym Wywiadzie z wampirem zaprezentował widzom przywileje wynikające z bycia krwiopijcą. Główni bohaterowie, w których wcielali się Tom Cruise i Brad Pitt, wiedli życie pełne przygód i ciągłych emocji. Wierni fani Wywiadu z wampirem na pewno dopatrzą się elementów wspólnych pomiędzy tym filmem a Byzantium. Tym razem na pierwszym planie możemy oglądać dwie szalenie różne i bez wątpienia bardzo charyzmatyczne wampirzyce. Aż chce się rzec, „znowu wampiry”?. Tak, znowu, chociaż trzeba przyznać, że Jordan rzucił nowe światło na motyw wampiryzmu. Czy Byzantium wyszło to na dobre? O tym poniżej.


wtorek, 30 lipca 2013

O kulcie sportu - Będziesz legendą człowieku, Trener bardzo osobisty, Wysoka fala

Wakacje naprawdę nie sprzyjają wenie. Ten upał za oknem całkiem zniechęca do ślęczenia przy komputerze, co oznacza, że w zastraszającym tempie rośnie liczba zaległości. No ale ok, dziś się spiąłem i postanowiłem opisać dla Was trzy filmy sportowe minionego roku. Co ciekawe, choć każdy z recenzowanych niżej filmów jest zupełnie inny, wszystkie poza sportem poruszają również temat ojcostwa, a właściwie roli ojca w rodzinie. Wszystkie odnoszą się też do emocji, co w jasny sposób pokazuje, jak wielkie oddziaływanie ma sport i jak duża tkwi w nim siła. Zachęcam do zapoznania się z poniższymi recenzjami.

czwartek, 25 lipca 2013

O dwóch nie całkiem normalnych policjantkach – Gorący towar (reż. Paul Feig, 2013)

Jakiś czas temu postanowiłem zmierzyć się z ostatnio wyprodukowanymi komediami i w związku z tym stworzyłem cykl, w którym krótko zrecenzowałem rzekomo najśmieszniejsze filmy ostatnich miesięcy. Zapewne pamiętacie, jak to się skończyło. Na dziewięć obejrzanych komedii może ze dwie były warte uwagi. Jako, że należę do większości ludzi i kocham się śmiać, byłem potwornie zawiedziony. Począłem też zastanawiać się, co właściwie stało się z kinem komediowym. Przez chwilę pomyślałem, że być może to ze mną jest już coś nie tak, skoro absolutnie nic mnie nie bawi… I właśnie teraz, kilkanaście dni po zakończonym cyklu komediowym, z nieba spadł mi Gorący towar. Tytuł znakomicie odzwierciedla zawartość filmu. I mimo, że temat zdaje się być odgrzewany (w końcu ile to już powstało filmów opartych na motywie współpracy dwóch bardzo różnych charakterologicznie gliniarzy), ani trochę się nie zawiedziecie.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Zabawa w motywy filmowe - motyw samotności


 

W ostatnim czasie surfowałem po Internecie w celu znalezienia strony, na której w jednym miejscu będą zebrane motywy filmowe wraz z tytułami filmów, w których są one poruszane. Niestety, nie udało mi się znaleźć żadnej takiej. Wielka szkoda, bo wiadomo, że każdy z widzów ma swoje ulubione tematy i motywy filmowe i dużym ułatwieniem dla niego byłoby znalezienie takich informacji w jednym miejscu. I oto nagle mnie olśniło… W końcu kto zna się na filmach najlepiej i kto uwielbia o nich pisać? Oczywiście, że filmowa blogosfera. W związku z tym wpadłem na pewien pomysł…

sobota, 20 lipca 2013

O trzech blockbusterach 2013 – World War Z, Iluzja, Człowiek ze stali

W końcu udało mi się nadrobić trzy najgłośniejsze filmy ostatniego miesiąca. Każdy z nich był reklamowany na setki różnych sposobów, a ich plakaty wisiały dosłownie wszędzie, przez co czasem mogły się komuś śnić po nocach. Niestety, jak to na ogół bywa, to nachalnie reklamowane wcale nie musi być tym najlepszym. Spośród trzech recenzowanych poniżej filmów, moim zdaniem tylko jeden zasługuje na większą uwagę. A Wy już widzieliście? Jestem bardzo ciekaw Waszych opinii, zatem zachęcam do komentowania i dyskutowania.  

czwartek, 18 lipca 2013

O kiczowatym perwersie – Wielki Liberace (reż. Steven Soderbergh, 2013)



Ogłaszam wszem i wobec – WRACAM! Jako, że obrona pracy magisterskiej (i inne formalności związane z moimi przyszłymi losami) jest już za mną, mogę oddać się w pełni wakacyjnemu relaksowi i nadrabianiu filmowych zaległości. Obiecuję, że przez najbliższe dwa miesiące będę pisał więcej i częściej :) Na pierwszy rzut idzie dziś najnowszy film Stevena Soderbergha. Jeszcze całkiem nie tak dawno pisałem o jego ostatnim filmie kinowym (Panaceum), a tymczasem już możemy oglądać jego pierwszy film stworzony na potrzeby telewizji. Behind the candelabra to film, obok którego nie można przejść obojętnie. I to nie tylko dlatego, że opowiada on o homoseksualizmie w jego najczystszej postaci (co, notabene, ostatnio zaczyna stawać się już przereklamowane). Szczegóły poniżej.

wtorek, 2 lipca 2013

Hey, bitch! - Bling ring (reż. Sofia Coppola, 2013)



Zdecydowana większość widzów nie zdążyła jeszcze odetchnąć po głośnym Spring Breakers, a tu znowu w kinie możemy oglądać hedonistyczny świat skupionych na sobie nastolatków Pokolenia Milenium (pieszczotliwie Milenialsów). Co ciekawe, realizacji filmu związanego z tym tematem podjęła się laureatka Oscara – Sofia Coppola, twórczyni takich hitów jak Między słowami, Maria Antonina czy Somewhere. Między miejscami. Jako, że ostatni film wyprodukowała w 2010 roku, byłem bardzo ciekawy jej nowego projektu. Uczciwie muszę jednak przyznać, iż bardziej od nazwiska Coppoli intrygowało mnie inne – Emmy Watson. Znana z roli przemądrzałej Hermiony w serii o Harrym Potterze aktorka ma ogromny potencjał i niespotykaną wręcz klasę w stosunku do innych aktorów/aktorek swojego pokolenia. Nie mogłem się zatem doczekać, aby zobaczyć ją w nowej odsłonie. Niestety, całość okazała się być jedynie przyzwoita. Właściwie dawno nie widziałem już filmu, który wzbudziłby we mnie taką obojętność…

piątek, 28 czerwca 2013

O miłości nie z tego świata - Wiecznie żywy, Piękne istoty, Odwróceni zakochani

Ostatnimi czasy coraz więcej w kinie historii ukazujących ponadczasową i absolutnie niepodrabialną siłę miłości. A że zakochanych nigdy nie zabraknie, twórcy filmowi wciąż prześcigają się w ukazywaniu coraz bardziej oryginalnych historii, które przyciągną do kina zakochane pary. I muszę się zgodzić, że część z nich jest naprawdę warta uwagi. Dziś na FILMplanecie pod lupę biorę filmy stanowiące połączenie melodramatu z filmem fantasy/sf. Jak można się spodziewać, przedstawiona w nich teza jest dosyć prosta i oczywista - miłość jest lekarstwem na wszystko. Aż chce się rzec - all you need is love! Zachęcam do zapoznania się z poniższą notką.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

O kontrowersyjnych związkach - Idealne matki (reż. Anne Fontaine, 2013)



Kontrowersyjne związki zawsze dobrze się sprzedają. To dlatego twórcy filmowi tak często sięgają po wielokroć niezrozumiałe dla normalnych ludzi historie i na ich podstawie tworzą głośne dramaty i melodramaty. Ostatnimi czasy powstało bardzo dużo filmów opowiadających o trudnych uczuciach homo- (Żniwa, Zupełnie inny weekend), bi- (Trzy, Wyśnione miłości) i transseksualistów (Na zawsze Laurence). Niezwykle kontrowersyjne okazują się być też filmy dotyczące relacji kazirodczych, jak choćby związek matki z synem (Uwikłani), homoseksualna więź łącząca dwóch braci (Nić) czy nie do końca zidentyfikowane uczucie brata do siostry (Bez wstydu). Przy tak nieprzeciętnych historiach nieco blado wypadają głośne niegdyś hity opowiadające o romansach ludzi w różnym wieku (American Beauty, Lektor). Najnowszy film Anne Fontaine należy do grupy tych ostatnich, ale jednocześnie zawiera cząstki wszystkich wymienionych motywów filmowych, przez co momentami przypomina tragikomedię. I chyba tylko genialne aktorstwo Watts i Wright sprawia, że ten okręt nie tonie.

środa, 19 czerwca 2013

O komediach 2012/2013 - Raj na ziemi, Jak urodzić i nie zwariować, Mama i ja, Spadaj tato, część 3/3

To już ostatnia część mojego cyklu poświęconego komediom przełomu 2012/2013. Muszę Wam się przyznać, że bardzo się z tego cieszę, bo nadrabianie komediowych zaległości wcale nie okazało się być tak zabawne, jak przypuszczałem. Humor jest pojęciem względnym i każdego śmieszy co innego, ale z ostatnimi komediami naprawdę nie jest najlepiej. A może po prostu to ja jestem sztywniakiem i już prawie nic mnie nie śmieszy? Jakie macie doświadczenia z ostatnimi komediami, może możecie mi coś polecić? :)

sobota, 15 czerwca 2013

O tym, że czasem lepiej zapomnieć… - Trans (reż. Danny Boyle, 2013)



Motyw sztuki pojawia się w kinie od lat. Najczęściej fabuła dotyczy kradzieży jakiegoś obrazu lub rzeźby, a sam film zostaje utrzymany w konwencji komedii, jak choćby w polskim Vincim czy amerykańskim Gambit, czyli jak ograć króla. Oczywiście jest to doskonała okazja do ukazania setek zabawnych gagów, co w obu wspomnianych filmach zostało zrealizowane. Już w lipcu z kolei do polskich kin wejdzie Koneser – następny film o sztuce, tym razem z gatunku melodramatu. Udając się do kina na Trans byłem przekonany, że to kolejny film o poszukiwaniu zaginionego obrazu. Nic bardziej mylnego. Bo chociaż akcja rzeczywiście kręci się wokół ukrytego dzieła sztuki, jest to film o ludzkiej psychice. O hipnozie, uczuciach i tajnikach naszego umysłu. I co najlepsze, prędzej lub później, każdy widz w jakiś sposób daje się zwieść i pozwala twórcom na wprowadzenie w prawdziwy trans…

środa, 12 czerwca 2013

O komediach 2012/2013 – komedie kryminalne (Gambit, czyli jak ograć króla; 7 psychopatów; Złodziej tożsamości), część 2/3

Tym razem pod lupę idą komedie kryminalne. Przyznaję, że sam do końca nie pojmuję znaczenia tego gatunku filmowego, gdyż póki co nie udało mi się jeszcze trafić na dobre połączenie komedii i filmu kryminalnego (no, może poza polskim Vinci). Poniżej zrecenzowanym filmom dużo brakuje do bycia kryminalnymi, ale co ja mogę na to poradzić… Jedno jest pewne – tej trójce nawet do pięt nie dorastają opisywane ostatnio komedie romantyczne. Zachęcam do zapoznania się z notką i z każdym z filmów z osobna.

sobota, 8 czerwca 2013

O bezkarnym mordowaniu – Noc Oczyszczenia (reż. James DeMonaco, 2013)


Wybierając się do kina na Noc Oczyszczenia stwierdziłem, że właściwie nie wiem nic na temat reżysera tego filmu. Bardzo szybko postanowiłem uzupełnić braki w swojej wiedzy i korzystając z dobroci Google.pl sprawdziłem twórczość Jamesa DeMonaco. Niestety, jedyny stworzony przez niego film pod tytułem Mały Nowy Jork nie wiele mi powiedział, przez co stałem się jeszcze bardziej sceptyczny. Jako, że trailer Nocy Oczyszczenia w umiarkowany sposób mnie zainteresował, zdecydowałem się jednak zmierzyć z tym filmem. Przyznaję, że miło się zaskoczyłem. Oczywiście nie można wpadać w hurra-optymizm, bo Noc Oczyszczenia nie jest żadnym arcydziełem, ale z drugiej strony, czy tego typu film ma w ogóle prawo aspirować do bycia określanym w ten sposób? Moim zdaniem nie i jeśli w ten sposób podejdzie się do seansu, można być bardzo usatysfakcjonowanym.

środa, 5 czerwca 2013

O komediach 2012/2013 – komedie romantyczne (Daję nam rok; Wyszłam za mąż, zaraz wracam; Wesele w Sorrento), część 1/3

Nie zaliczam się do największych fanów komedii, w związku z czym od jakiegoś czasu mam duże (ogromne!) zaległości w tym gatunku. To właśnie dlatego postanowiłem się zmobilizować i zmusić do nadrobienia kilku komedii z okresu ostatnich miesięcy. Na pierwszy rzut idą komedie romantyczne, w kolejnych notkach (o ile po drodze nie zaśmieję się na śmierć, ale to mi chyba raczej nie grozi) pod lupę pójdą komedie kryminalne i filmy prezentowane po prostu jako „komedie”. No to zaczynamy…

niedziela, 2 czerwca 2013

O budowaniu tożsamości – Uciekinier (reż. Jeff Nichols, 2012)



Jak już wielokrotnie wspominałem, maj 2013 jest miesiącem wybitnie filmowym. Jeszcze nie tak dawno wszyscy zachwycali się Iron Manem 3 oraz Wielkim Gatsbym, a już teraz szalone tłumy pędzą do kin na Szybkich i wściekłych 6 i W ciemność. Star Trek. Pośród tych odbijającym się ogromnym echem tytułów wiele filmów zostaje pominiętych lub nawet niezauważonych, jak np. Stoker czy 28 pokoi hotelowych. Bardzo się boję, że podobnie będzie z Uciekinierem. A wręcz boję się podwójnie, bo to film absolutnie wyjątkowy, zachwycający, poruszający i oddziałujący na szalenie wielu płaszczyznach. Jeff Nichols po raz kolejny udowadnia, że ma w kinie sporo do powiedzenia. W bardzo dobrych, choć w Polsce raczej mało znanych Take Shelter i Shotgun Stories w profesjonalny sposób mierzy się z motywami schizofrenii i rodzinnych konfliktów. Uciekinier z kolei to swoistego-rodzaju miszmasz filmowy prowadzony na zasadach dramatu, z wzorowo przedstawionymi portretami psychologicznymi poszczególnych bohaterów. Jak dla mnie, perełka…

czwartek, 30 maja 2013

O hotelowej miłości - 28 pokoi hotelowych (reż. Matt Ross, 2012)



Zwykle mam bardzo wiele zastrzeżeń do filmowych trailerów. Często bowiem są źle skonstruowane – zdradzają zbyt wiele, zbyt mało albo przyczyniają się do powstawania mylnych teorii na temat filmu. Tak jest właśnie w przypadku zwiastuna do pełnometrażowego debiutu reżyserskiego Matta Rossa. 28 pokoi hotelowych, wbrew pierwszemu wrażeniu, wcale nie jest filmem erotycznym. Co więcej, poza kilkoma pojedynczymi scenami, wcale nie epatuje nagością. To bardzo specyficzny dramat złożony z 28 krótkich scen. Intymny, przemilczany, intrygujący. Znakomicie zagrany przez dwójkę zdolnych aktorów, poza którymi na ekranie nie pojawia się nikt inny. I pomyśleć, że planowałem sobie ten film odpuścić…


sobota, 25 maja 2013

O jednym dniu i jednej nocy - Pewnego razu w Anatolii (reż. Nuri Bilge Ceylan, 2011)



W ramach projektu „Watch&review challenge” przyszło mi się tym razem zmierzyć z okrzykniętym arcydziełem filmem tureckiego reżysera Ceylana. Wcześniej widziałem tylko jedno dzieło tego pana – były to Trzy małpy opowiadające o tym, jak ciężko zmierzyć się z bolesną prawdą. Obraz co prawda nie szczególnie mnie zachwycił, ale był całkiem przyzwoicie zrealizowany. O Pewnego razu w Anatolii usłyszałem pierwszy raz w 2011 roku, kiedy to film ten został wyróżniony Grand Prix na festiwalu w Cannes. Niemal pod niebiosa wychwalono aktorstwo, klimat i przede wszystkim sposób przedstawienia/zobrazowania tureckiej codzienności. Nie rozumiem. Najzwyczajniej w świecie tego nie pojmuję, ponieważ nie mogę się zgodzić z żadnym z powyższych stwierdzeń. O ile analizowane wcześniej w ramach wyżej wymienionego projektu Holy motors było ciekawe, niejednoznaczne i intrygujące, o tyle Pewnego razu w Anatolii okazało się dla mnie przeraźliwie nudnym i pseudo-inteligentnym filmem bez wyrazu. Taki wiersz biały, raz przeczytany i kompletnie nie warty zapamiętania. I pomyśleć, że sam głosowałem za zmierzeniem się z właśnie tym obrazem. Cóż, katusze na własne życzenie.

środa, 22 maja 2013

O wspólnym dramacie dwóch ojców – Drugie oblicze (reż. Derek Cianfrance, 2012)



Derek Cianfrance nie ma jeszcze na swoim koncie zbyt wielu filmów, ale i tak wszyscy znają go ze znakomitego Blue Valentine. Tym niezwykłym i stosunkowo skromnym dramatem poruszył serca widzów na całym świecie. Do dziś na forach internetowych toczą się damsko-męskie dyskusje dotyczące próby określenia, kto tak naprawdę zawinił i kto odpowiada za rozpad związku Cindy i Deana. To tylko dowodzi, jak wielką siłę rażenia ma Blue Valentine i jak znakomite kreacje aktorskie stworzyli Michelle Williams i Ryan Gosling. Lubuję się w dramatach, to zdecydowanie mój ulubiony gatunek filmowy. Kiedy zatem dowiedziałem się, że reżyser Blue Valentine  pracuje nad nowym projektem, w dodatku z Goslingiem i Cooperem w rolach głównych, byłem bardzo zaintrygowany. Kilka dni temu, na jednym ze specjalnych pokazów przedpremierowych, miałem okazję na własne oczy zobaczyć Drugie oblicze. Cianfrance stworzył kolejny dobry dramat, choć muszę szczerze przyznać, że od absolutnie genialnego Blue Valentine dzielą go lata świetlne…

niedziela, 19 maja 2013

O nieskalanym marzeniu – Wielki Gatsby (reż. Baz Luhrmann, 2013)



Czekałem na ten film od roku. W tym czasie wielokrotnie przesłuchałem cały soundtrack i zapoznałem się z wersją Francisa Forda Coppoli z 1974 roku. Kiedy tylko została ujawniona data polskiej premiery, zakreśliłem ją w kalendarzu czarnym markerem i drukowanymi literami dokonałem krótkiego zapisu o treści „GATSBY!”. Dlaczego tak bardzo czekałem właśnie na ten film? Bo kocham kino przez duże K. Uwielbiam wszystkie role Leonardo DiCaprio, podobnie zresztą jak Carey Mulligan. Co jednak najważniejsze, jestem wielkim fanem stylu Luhrmanna. W ciągu minionego roku jeszcze raz wróciłem do powalających Moulin Rouge! oraz Romeo i Julia, co pozwoliło mi przypomnieć, jak wielkim estetą jest Baz Luhrmann. A mamy tu do czynienia z naprawdę nietypowym estetyzmem, Luhrmann z jednakową uwagą traktuje treść i formę. I właśnie dzięki temu na ekranach mamy szansę zobaczyć prawdziwe audiowizualne mistrzostwo, nie raz ociekające kiczem i tandetą, ale za to szalenie wciągające, pochłaniające i porażające. Kupuję Luhrmanna z jego kiczem w ciemno. I to główny powód, dla którego tak bardzo czekałem na Wielkiego Gatsby’ego. Mimo, że film miałem okazję obejrzeć wczoraj po południu, wciąż jestem oczarowany. Bo Baz Luhrmann po raz kolejny mnie nie zawiódł, on naprawdę umie czarować…

wtorek, 14 maja 2013

Are we human or are we dancer? – Holy motors (reż. Leos Carax, 2012)



Tego jeszcze nie było. O Holy motors naczytałem i nasłuchałem się już tyle, że właściwie na ekranie nic nie powinno mnie zaskoczyć. Być może też z tego względu wciąż odwlekałem seans. Moi Szanowni Koledzy Blogerzy postanowili jednak stanąć nade mną z przysłowiowym batem i w ramach projektu Watch&Review Challenge wyznaczyli mi termin obejrzenia tego dzieła (który, zdaje się, upływa właśnie dziś). Cóż mogę rzec, bardzo żałuję, że tak długo zwlekałem z nowym filmem Caraxa. Bo Holy motors to prawdziwy majstersztyk, w pełni tego słowa znaczeniu. Symbolizm wylewa się tu z niemal każdej sceny, irracjonalne działania głównego bohatera fascynują i irytują jednocześnie, kompletny miszmasz! Obraz pochłonął mnie całkowicie, oczarował i pobudził szare komórki do myślenia. A przecież ci, którzy dobrze mnie znają, dobrze wiedzą, że nie ma dla mnie niczego przyjemniejszego od snucia refleksji po przejmującym seansie. Panie i Panowie, oto moja wersja Holy motors!

niedziela, 12 maja 2013

O tajemniczym wujku i jego pasku – Stoker (reż. Chan-wook Park, 2013)



Maj 2013 prezentuje się naprawdę znakomicie pod względem premier filmowych. Niemal wszystkie trailery zachęcają, pod względem tematycznym jest naprawdę ciekawie, o gwiazdorskich obsadach już nawet nie wspominając. Mając dziś do wyboru Przelotnych kochanków Almodovara i Stokera Chan-wook Parka, zdecydowałem się na ten drugi obraz. Bardzo dobrze znam styl Almodovara i mniej więcej mogę się domyślać, co tym razem chce widzom zaprezentować. O Parku nie mogę natomiast powiedzieć ani słowa, gdyż jego twórczość do dzisiejszego dnia była mi kompletnie obca. Skusiła mnie też znakomita obsada: Mia Wasikowska, Nicole Kidman i Matthew Goode. Zmierzając do kina nie wiedziałem, czego mam się spodziewać, zatem nie miałem wielkich oczekiwań. I całe szczęście, bo Stoker nie ugasił mojego dzisiejszego filmowego pragnienia. Aczkolwiek muszę przyznać, że w całkiem przyjemny sposób połechtał niektóre moje zmysły.

sobota, 11 maja 2013

O nim, czyli o niej - Na zawsze Laurence (reż. Xavier Dolan, 2012)



Dotychczas miałem okazję widzieć wszystkie filmy Xaviera Dolana. Ten utalentowany 24-letni Kanadyjczyk kupił mnie całkowicie Wyśnionymi miłościami, historią o skomplikowanej przyjaźni i niebezpiecznej w skutkach fascynacji. Dopiero wówczas sięgnąłem po jego reżyserski debiut (Zabiłem moją matkę) i tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że Dolan to naprawdę wielka osobowość. W swych filmach prezentuje on wszystko to, co zagorzały kinoman pragnie zobaczyć. Oprócz ciekawej fabuły i interesujących bohaterów, Xavier bawi się filmowymi środkami wyrazu, przez co należy mu się miano prawdziwego artysty. Po dwóch wspomnianych filmach z wielką niecierpliwością oczekiwałem na jego najnowszy film pt. Na zawsze Laurence. Po seansie mam jednak trochę ambiwalentne uczucia. Niby wszystko jest ok, ale podczas oglądania filmu miałem wrażenie, że to już było…

sobota, 4 maja 2013

Jaś i Małgosia, duchy, trolle i czarownice, czyli o ostatnich "horrorach" słów kilka...

Jak mówi staropolskie przysłowie, każdy kij ma dwa końce. W tych słowach kryje się naprawdę dużo prawdy. Planów na majówkę miałem bowiem od groma. Niestety, większości z nich nie zdołałem zrealizować z powodów pogodowych. Z drugiej strony padający z nieba deszcz skłonił mnie do nadrobienia serialowo-filmowych zaległości. Przez ostatnie kilka dni rzeczywiście miałem okazję zobaczyć kilka filmów. W dzisiejszej notce chciałbym skupić się na trzech najsłabszych pozycjach z mojego majówkowego seansu. Wszystkie je łączy to, że z założenia miały być horrorami. Jak jednak powszechnie wiadomo, końcowy efekt wielokrotnie bardzo różni się od pierwotnych założeń. Nie jestem fanem horrorów, ale klimat ostatnich dni zachęcił mnie do prześledzenia trzech głośnych horrorów z ostatnich miesięcy. Słysząc uderzające w dach mojego domu krople deszczu i widząc za oknem kompletną ciemność naprawdę chciałem się przestraszyć. Niestety, tylko jeden z tych filmów zdołał zaspokoić moją potrzebę strachu. Ale o tym poniżej…

środa, 1 maja 2013

O przyjaźni nie do podrobienia – Przyjaciele (Friends)

Czy jest ktoś, kto nie zna słynnego sitcomu Przyjaciele? Jeśli tak, to niech się lepiej nie przyznaje, tylko jak najszybciej nadrobi zaległości. Bo ten serial to obowiązkowa pozycja, i to nie tylko dla serialomaniaków! Losy szóstki przyjaciół przez 10 lat bawiły i fascynowały ludzi na całym świecie. Powstało 239 odcinków, średnio po 24-25 na 1 sezon. Zdaniem wielu to stanowczo za mało. Najwierniejsi fani serialu twierdzili, że nie wolno zabijać kury znoszącej złote jaja. Z drugiej strony odzywali się ci, którzy uważali, że decyzja o zakończeniu serialu jest trafna – lepiej zakończyć serial na równie wysokim poziomie jak na początku i nie ciągnąć go w nieskończoność. Osobiście przychylam się do zdania tej drugiej grupy. Bo choć pokochałem Przyjaciół całym sercem i mógłbym śledzić ich losy w nieskończoność, istniało ryzyko, że robiłbym to już tylko z sentymentu lub uzależnienia. Ostatni odcinek serialu obejrzało ponad 50 mln. widzów. To znakomity dowód na to, że przyjaźń uzależnia równie mocno jak narkotyk…

niedziela, 28 kwietnia 2013

O efektach ubocznych – Panaceum (reż. Steven Soderbergh, 2013)



Steven Soderbergh, jeden z najbardziej utalentowanych amerykańskich reżyserów, od wielu lat trafia w moje filmowe gusta. Seks, kłamstwa i kasety video, Erin Brockovich, Traffic, Magic Mike – to bez wątpienia cztery jego najbardziej znane dzieła, moim zdaniem wszystkie absolutnie znakomite. Soderbergh w swych obrazach oprócz intrygującej fabuły przemyca zawsze coś jeszcze – kilka życiowych, często bardzo brutalnych prawd. Tak też jest w przypadku Panaceum, które łączy elementy thrillera i dramatu społecznego. To dwa moje ukochane gatunki filmowe, więc z wielką niecierpliwością oczekiwałem na ostatni – jak twierdzi sam zainteresowany – film tego wielkiego reżysera. Z powodu licznych obowiązków było mi go dane zobaczyć dopiero wczoraj, tydzień po polskiej premierze. Cóż mogę rzec, to była ogromna przyjemność. Soderbergh zszedł ze sceny w naprawdę wielkim stylu.

środa, 24 kwietnia 2013

O życiu w rozdwojeniu - Intruz (reż. Andrew Niccol, 2013)



Kompletnie nie rozumiem motywów swego postępowania, gdyż ostatnio niemal wciąż samowolnie skazuję się na kino, które już od pierwszych minut jest mi kompletnie obce. Tak jest też w przypadku Intruza. Dotychczas, na samą wiadomość, że mam mieć do czynienia z science fiction, uciekałem gdzie pieprz rośnie. Naprawdę nic nie mogę na to poradzić, ale najzwyczajniej w świecie nie cierpię historii o robotach, kosmitach i obcych. Może moja wyobraźnia tego nie ogarnia? A może taka tematyka wydaje mi się po prostu zbyt infantylna, nieżyciowa? Nie wiem. Na seans Intruza zdecydowałem się przede wszystkim ze względu „bycia na czasie”. Przeczytałem kilka recenzji i były ona na tyle różne, że sam postanowiłem sprawdzić, jak sprawy się mają. No i już wiem. Niestety, tak jak przewidywałem, było fatalnie. I tu naprawdę nie chodzi o to, że jestem uprzedzony do s-f…

sobota, 20 kwietnia 2013

O linczu – Polowanie (reż. Thomas Vinterberg, 2012)



O tym filmie zostało napisane i powiedziane już chyba wszystko. I choć moi Koledzy i Koleżanki z przyjaznych blogów filmowych rozkładali Polowanie na czynniki pierwsze, ja także nie mogę sobie tego odmówić. Bo jest to obraz szczególny i pochłonął mnie całkowicie. Oszczędny w słowach, raczej przemilczany i prosty, a jednocześnie tak szalenie wyrazisty i tak bardzo trafiający w sedno. Zdecydowanie wbija w fotel i pobudza do wielu refleksji. Vinterberg sprawia, że po seansie zaczynamy patrzeć na życie zupełnie inaczej. I myślę, że niejeden z widzów poczuł (poczuje?) wyrzuty sumienia na widok samego siebie w lustrze. Kłamstwo i cierpienie są wpisane w ludzką naturę, ale czy przechodzi nam przez myśl, jak bardzo są one ze sobą powiązane? Bardzo często bowiem to związek ściśle przyczynowo-skutkowy, jak w fizyce akcja rodzi reakcję. I właśnie o tym jest ten film. O jednym kłamstewku dziewczynki o buźce aniołka i wielkim cierpieniu niewinnego człowieka…

środa, 17 kwietnia 2013

Trzy bardzo różne filmy o prawie i bezprawiu (Gangster Squad. Pogromcy mafii; Gangster; Bogowie ulicy)

Muszę otwarcie przyznać, że filmy gangsterskie nigdy nie były moim ulubionym gatunkiem. I, jak zwiastują wszystkie znaki na niebie i ziemi, w najbliższym czasie się to nie zmieni. Jako, że przez ostatni tydzień wcale nie pisałem, tym razem biorę na celownik aż trzy filmy z kilku ostatnich miesięcy. O dwóch z nich było bardzo głośno, o trzecim nieco mniej, co jest dla mnie niezrozumiałym paradoksem, bo przecież to o dobrym kinie powinno się mówić/pisać jak najwięcej i jak najczęściej. Co łączy filmy? Na pewno motyw gangstera, ponadto gwiazdorskie obsady, sceny wyrafinowanych tortur oraz oparcie historii na faktach. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że czuję się nieco okradziony z pomysłu na notkę, bo bardzo podobną napisał w niedawnym czasie twórca Salonu Filmowego MN (ubiegł mnie, skubany!). I choć zgadzam się z jego słowami w całej rozciągłości (nie pierwszy zresztą raz!), myślę, że uda mi się zwrócić uwagę na kilka pominiętych przez Niego kwestii.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Węże 2013 – relacja z gali przyznania antynagród filmowych!



Oryginalna, bezkompromisowa i jedyna w swoim rodzaju – tak krótko można opisać galę przyznania antynagród filmowych Węże 2013. Odbyła się ona wczoraj wieczorem w Warszawie, w należącym do Tomasza Karolaka Teatrze Imka. Jako jeden z członków Akademii Węży miałem przyjemność wzięcia udziału w tym niebagatelnym wydarzeniu i muszę przyznać, że znakomicie się bawiłem. Bo choć spośród nominowanych zjawili się tylko nieliczni, atmosfera była absolutnie wyjątkowa. Potwierdzają to zgodnie wszyscy goście, co jest wielkim sukcesem Akademii. Od wczoraj informacje o Wężach zaczęły bowiem oblegać wszystkie portale internetowe. Zatem drżyjcie polscy filmowcy! Zacznijcie wreszcie przykładać większą uwagę do swoich „dzieł”, szanujcie polskich widzów i nie dajcie Akademii pretekstów do nominacji na kolejne lata. Bo teraz, dzięki Wężom, w Polsce zaczną powstawać jedynie dobre filmy!

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Błędne koło niepokornego pisarza – szósty sezon Californication już za nami!



Hank Moody. Popularny pisarz. Niepoprawny uwodziciel. Lekkoduch, seksoholik, hedonista. Uosobienie wszystkich cech, jakich nie powinien posiadać dobry mąż i ojciec. I przede wszystkim człowiek, który nie do końca radzi sobie ze swoim życiem i który tak jak wszyscy ma wiele słabości. Co decyduje o jego sile i popularności? W końcu jego losy śledzą miliony widzów na całym świecie! Właśnie dobiegł końca szósty już sezon serialu Californication, a wiosną 2014 roku będziemy mogli zobaczyć kolejne odcinki opowiadające o losach Hanka i jego przyjaciół. Czy coś zmieniło się od początku serialu? Czy bohaterowie dojrzeli, nauczyli się życia poprzez własne błędy? Raczej nie. I właśnie to jest główną zaletą i jednocześnie największą wadą serialu. Jestem fanem przygód Hanka, ale byłbym hipokrytą, gdybym napisał, że Californication to jeden z moich ulubionych seriali. Bo choć każdy kolejny odcinek oglądam z wielkim zainteresowaniem i wraz z Hankiem na przemian uśmiecham się i dołuję, to jednak nie wyczekuję z wielką niecierpliwością na kolejny epizod. W tej notce chciałbym podsumować dotychczasowe sześć sezonów Californication. Mogą pojawić się spoilery, więc lepiej, aby nie czytały jej osoby, które dopiero zamierzają rozpocząć swoja przygodę z Moodym…