Jak powszechnie wiadomo, są filmy
ważne i ważniejsze. Oczywiście ile osób, tyle opinii, gdyż dla każdego z nas
termin „ważne” oznacza coś zupełnie innego. Które z filmów są według mnie najważniejsze?
Bez wątpienia wszystkie te oparte na faktach, dotyczące wydarzeń, które miały
miejsce naprawdę i które opowiadają o ludzkich dramatach. Do filmów ważnych
zaliczam również te, których motywem przewodnim są przemiany
społeczno-obyczajowe, w tym liczne filmy przełamujące tabu i traktujące o
naprawdę istotnych i z zupełnie niezrozumiałych powodów dotychczas
przemilczanych tematach. Sięgając po Drogę
do zapomnienia od samego początku wiedziałem, że sięgam po film istotny
historycznie. I choć się nie pomyliłem (obraz jest naprawdę mocny i bez
wątpienia ważny), to jednak po seansie ciężko było mi ukryć rozczarowanie.
Czegoś zabrakło. Czego? O tym poniżej.
Eric Lomax (Colin Firth) jest
tajemniczym, nieco melancholijnym mężczyzną, który w pociągu poznaje piękną
nieznajomą, Patti (Nicole Kidman). Miłość od pierwszego wejrzenia prowadzi parę
do szybkiego ślubu. Szczęście Patti zakłóca jednak niepokojąca tajemnica
związana z przeszłością Erica. Jako młody brytyjski oficer, Eric został pojmany
przez Japończyków podczas II wojny światowej. Osadzony w
obozie jenieckim, zmuszany był do wycieńczającej pracy przy budowie osławionej
Kolei Śmierci (Kolei Birmańskiej). Podczas długich i brutalnych przesłuchań
otarł się o śmierć. Teraz, wspierany przez niezwykle odważną Patti, wyrusza na
poszukiwanie swojego japońskiego oprawcy (źródło: Filmweb.pl).
Droga do zapomnienia może wywołać u widzów szereg różnych emocji. Z
jednej strony bardzo porusza i utwierdza w przekonaniu, że „pewne rany nigdy
się nie zabliźnią”, z drugiej natomiast zmusza do refleksji i przywodzi na myśl
inną frazę, tj. „nigdy nie mów nigdy”. Jest tu też kilka scen, które najzwyczajniej
w świecie mogą widza zaboleć, zasmucić i przerazić. Doskonale zdaję sobie
sprawę, że się powtarzam, ale oglądając kolejny film ze scenami brutalnych
tortur wciąż zadaję sobie pytanie: dlaczego ludzie skazują innych ludzi na taki
los? Jeśli jesteście wrażliwi, musicie się psychicznie przygotować na to, że
seans nie będzie dla Was łatwy w odbiorze. Mnie serducho kilka razy mocniej
zabiło.
Co więc zawiodło? Nie jestem w
stanie odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie. Film jest bez wątpienia
poprawnie zrealizowany, jednak nie ma aż tak wielkiej siły oddziaływania jak
inne produkcje o tej samej tematyce. Uwielbiam Colina Firtha (zaliczam go do
grona swoich ulubionych aktorów), ale według mnie nie do końca sprawdził się w
roli pogrążonego w bolesnej przeszłości Erica Lomaxa. Totalnie kupiła mnie
natomiast rola Jeremy’ego Irvine’a, który zagrał tutaj chyba najlepszą ze wszystkich
swoich dotychczasowych ról. Miło też było zobaczyć Nicole Kidman jako wspierającą
żonę głównego bohatera, a nie po raz kolejny jako uwodzicielkę (Stoker) czy seks-bombę z problemami (Pokusa).
Muzyka i zdjęcia są jak
najbardziej poprawne, mogę się przyczepić natomiast do nieco rozwleczonego
scenariusza. Myślę, że Drogę do
zapomnienia oglądałoby się znacznie lepiej, gdyby całą historię zamknięto w
tradycyjnych 90 minutach. Więcej wad nie ma. Dochodzę zatem do momentu, w
którym powinienem wyjaśnić, dlaczego poprawnie zrealizowany film „nie zaskoczył”.
Niestety, nie znajdziecie tutaj odpowiedzi na to pytanie. Teplitzky bez
wątpienia nakręcił mocny i ważny film, ale trudno nie oprzeć się wrażeniu, że
to wszystko gdzieś już było. Że to kino sztampowe, że znowu te same klisze.
Zakończenie filmu i świadomość, iż ta historia zdarzyła się naprawdę na pewno
Was zaskoczy, ale to nadal nie wystarczy, aby określić go mianem wybitnego.
Sumienie nie pozwala mi na
ocenienie tego filmu na więcej niż 6,5/10. I sam nie wiem, czy powinienem Wam
go polecać czy nie. W związku z tym dyplomatycznie napiszę: bez ciśnienia.
Byłem trochę bardziej brutalny dla tego filmu:
OdpowiedzUsuńhttp://slesz.blogspot.com/2015/03/filmowy-twitter-cz-14.html#droga_do_zapomnienia
I chyba wiem, co nie "zaskoczyło". Po prostu całość rozwleczono, a główną atrakcją jest tu użalanie się bohaterów - bez przerwy, oddechu, na bazie klisz i banałów. "Ważność" filmu nie powinna wpływać na jego ocenę końcową, ale w przypadku właśnie tych "ważnych" tematów odpowiedzialność wzrasta.