W ramach projektu
„Watch&review challenge” przyszło mi się tym razem zmierzyć z okrzykniętym arcydziełem filmem tureckiego reżysera Ceylana. Wcześniej widziałem tylko jedno dzieło
tego pana – były to Trzy małpy
opowiadające o tym, jak ciężko zmierzyć się z bolesną prawdą. Obraz co prawda
nie szczególnie mnie zachwycił, ale był całkiem przyzwoicie zrealizowany. O Pewnego razu w Anatolii usłyszałem
pierwszy raz w 2011 roku, kiedy to film ten został wyróżniony Grand Prix na
festiwalu w Cannes. Niemal pod niebiosa wychwalono aktorstwo, klimat i przede
wszystkim sposób przedstawienia/zobrazowania tureckiej codzienności. Nie
rozumiem. Najzwyczajniej w świecie tego nie pojmuję, ponieważ nie mogę się
zgodzić z żadnym z powyższych stwierdzeń. O ile analizowane wcześniej w ramach
wyżej wymienionego projektu Holy motors
było ciekawe, niejednoznaczne i intrygujące, o tyle Pewnego razu w Anatolii okazało się dla mnie przeraźliwie nudnym i
pseudo-inteligentnym filmem bez wyrazu. Taki wiersz biały, raz przeczytany i
kompletnie nie warty zapamiętania. I pomyśleć, że sam głosowałem za zmierzeniem
się z właśnie tym obrazem. Cóż, katusze na własne życzenie.
Film przedstawia jeden dzień i
jedną noc wyrwane z życia tureckich policjantów, lekarza i prokuratora. Wszyscy
ci panowie, wraz z dwójką podejrzanych, poszukują zwłok zamordowanego
mężczyzny. Ponieważ oprawca był zbyt pijany, aby pamiętać, gdzie je zakopał,
nie okazuje się to zbyt proste. Z krótkich rozmów pomiędzy członkami tej
wyprawy możemy dowiedzieć się, jak wygląda życie we współczesnej Turcji i jakie
są bolączki tamtejszego społeczeństwa.
Pierwsza scena, w której panowie
beztrosko rozmawiają o serach, jogurtach i prostacie jednego z podróżników,
przywodzi mi na myśl najnowszy film Koterskiego pt. Baby są jakieś inne. Szybko okazuje się jednak, że to bardzo mylne
i zupełnie nietrafione porównanie. Kiedy po 40 minutach filmu panowie wciąż
rozmawiają o swej codzienności (nie opuszczając samochodu!), zastanawiam się,
czy to może jakiś nowatorski podgatunek kina drogi. I ten trop okazuje się
jednak nieprawidłowy, bo nie ma tu żadnego katharsis. Zupełnie nie rozumiem
też, jak ten film można określać mianem kryminału. Przecież tutaj od samego
początku wiadomo, kto popełnił zbrodnię. W dodatku winowajca jest złapany, a
policjantów nie zbyt interesują okoliczności samego wydarzenia, tudzież
najzwyczajniej w świecie nie mają ochoty podzielić się owymi informacjami z
widzami. Dramat? Gdzie, przepraszam bardzo… Przecież tu nawet nie ma
nakreślonego żadnego sensownego wątku… No i wreszcie – uwaga, uwaga – dochodzę
do sedna. Kino społeczne! Zdecydowanie tak, to ten gatunek. Tyle tylko, że to
jakaś jego nietypowa forma. Bo choć potrafiłem się zachwycić irańskimi Rozstaniem i Co wiesz o Elly, film Ceylana zupełnie do mnie nie trafił.
Bohaterowie filmu palą papierosy,
jedzą ciasteczka, rozmawiają o przyziemnych sprawach, a w tak zwanym
międzyczasie załatwiają swoje prywatne sprawy, a nawet zdarza się, iż nawzajem
się obgadują i plotkują na swój temat. Od razu widać, że najwyższą pozycję ma
tutaj prokurator, któremu wszyscy są absolutnie podlegli. Wspomniany prokurator
zdaje się być w ogóle najciekawszą postacią w całym filmie. Na tle swych
ziewających i znudzonych towarzyszy tylko on może być dla widza interesujący.
Jego historia o kobiecie, która sama zaplanowała swoją śmierć, okazała się być
dla mnie jedynym wartym uwagi elementem. Pozostali bohaterowie najzwyczajniej w
świecie odpychają. Nawet prowadzone przez nich rozmowy są nudne i usypiające,
każdy mógłby wcielić się w takie role. Jak można zatem oceniać tu aktorstwo,
skoro go nie ma? Skupmy się zatem na obrazie tureckiego społeczeństwa. Ceylan w
bardzo prosty i delikatny sposób przedstawia świat, w którym oficjalne przepisy
i konwenanse mają się nijak do prawdy i do tego, co jest tu i teraz. Takie
drobne elementy jak brak prądu, brak foliowego worka na zwłoki,
nieprzystosowany do sekcji szpital czy lewe załatwianie recept ukazują nieco
brutalną turecką codzienność. Czy jednak te obrazy są typowe właśnie dla
Turcji? Absolutnie nie, stąd nie podzielam zachwytów i nie widzę w ukazywaniu
takich spraw czegoś nadzwyczajnego.
Zastanawiam się, co jest siłą
tego filmu. Na pewno warto zwrócić uwagę na piękne zdjęcia. Obrazy pogrążonych
we mgle łąk, bezkresnych pól, zasłoniętego chmurami księżyca mogą zachwycić
widzów lubujących się w subtelności. I choć ja bardzo cenię tego typu
minimalizm, w przypadku Pewnego razu w
Anatolii, w połączeniu z niespiesznym tempem i brakiem jakiejkolwiek akcji
okazał się on dla mnie nie do zniesienia. Domyślam się, że widzów zauroczyło
przedstawienie normalności, codzienności, wycinka z życia. Dla mnie to jednak
kolejny przeintelektualizowany film o niczym. Wytrzymałem do końca seansu, bo
byłem ciekawy, jak to wszystko się skończy. Cóż, Ceylan mnie nie zaskoczył.
Zakończenie bowiem niemal niczym nie różniło się od początku filmu. Równie
dobrze mógłbym otworzyć okno i przez dwie i pół godziny obserwować
spacerujących po ulicach ludzi. Kto wie, pewnie byłoby to nawet ciekawsze…
Nie polecam Wam Pewnego razu w Anatolii. Jak powiedział
jeden z bohaterów filmu, „(…) gdybym był młody, spakowałbym się i uciekł daleko
stąd”. Ja oglądając ten film też miałem ochotę uciec. Być może jestem
ignorantem, ale to kompletnie nie moja bajka. Jedynym plusem jest to, że po
seansie spało mi się wyjątkowo smacznie.
no to jest nas dwoje :-)
OdpowiedzUsuńUfff, w grupie raźniej :)
UsuńPrzez jakiś czas nosiłem się z obejrzeniem tego filmu, a potem to nawet o nim zapomniałem. Teraz miałem nadzieję, że znajdę czas, żeby właśnie w ramach Watch&review challenge go wreszcie zaliczyć. Ale po Twojej recenzji nie wiem, czy chciałbym ten czas znaleźć :)
OdpowiedzUsuńDobrze że tym podobne "recenzje" nie mają dla mnie żadnej wartości. Inaczej przeoczyłbym jeden z najlepszych filmów, jakie ostatnio wyprodukowano.
OdpowiedzUsuńNajlepszy? Naprawdę? Możesz uargumentować?
UsuńCzłowieku, kto Ci pozwolił recenzje pisać...
OdpowiedzUsuńWidzisz, na tym właśnie polega piękno kina - jednych dany film zachwyca, a drugich jednak nie. Rozumiem, że Ciebie zachwyca - może zamiast hejtu mojej recenzji uargumentujesz swoje stanowisko i rzeczowo podyskutujemy?
Usuń