sobota, 22 lipca 2017

Czując na karku oddech czasu - recenzja Dunkierki (reż. Christopher Nolan, 2017)


Lipiec i sierpień nie bez powodu są określane mianem "sezonu ogórkowego" w kinie. W tym czasie swe premiery mają bowiem najczęściej mniej ambitne filmy, w tym blockbustery, horrory czy lekkie, wakacyjne komedie kumpelskie. W tym roku kino letnie również raczej niczym by się nie wyróżniało, gdyby nie premiera najnowszego filmu jednego z najbardziej utalentowanych reżyserów współczesnego świata kina. Christopher Nolan, bo o nim mowa, zdołał osiągnąć już ten status, że właściwie nikomu niczego nie musi udowadniać. W recenzowanej dziś przeze mnie "Dunkierce" Nolan mierzy się więc nie tylko z samym sobą, ale również z legendą swego wielkiego autorytetu, Terence'a Malicka, reżysera wybitnej "Cienkiej czerwonej linii", do którego to tytułu nie bez kozery krytycy porównują "Dunkierkę". Czy reżyser nominowanej do Oscara "Incepcji" oraz fenomenalnej serii filmów o Mrocznym Rycerzu podołał trudnemu zadaniu stworzenia wybitnego filmu wojennego? Odpowiedź znajdziecie w notce poniżej (recenzja bez spoilerów).

"Dunkierka" przedstawia obraz słynnej ewakuacji alianckich wojsk z francuskiej plaży w czasie II wojny światowej. Otoczeni przez wroga z każdej stron brytyjscy i francuscy żołnierze próbują wydostać się z pułapki, jednakże czas oraz materia wyraźnie im nie sprzyjają. Upór, honor oraz inne żołnierskie przymioty przegrywają z poczuciem beznadziei, bezsilnością i właściwie brakiem nadziei na to, że uda im się jeszcze wrócić do domu, czyli Wielkiej Brytanii, która znajduje się przecież w polu horyzontu ich widzenia. Nolan przedstawia nam całą historię z trzech różnych punktów widzenia: żołnierzy uwięzionych na wyspie (walka na lądzie), zwyczajnych obywateli zaangażowanych w pomoc innym (walka na morzu) oraz pilotów szybujących w przestworzach spitfire'ów (walka w powietrzu). Każda z tych perspektyw zostaje ukazana w innej płaszczyźnie czasowej (tydzień, dzień, godzina), przez co z niecierpliwością i rosnącym zainteresowaniem oczekuje się na moment zazębienia wszystkich trzech płaszczyzn czasowych i materialnych. 

Zdjęcia promujące film nawet w niewielkiej części nie oddają jego klimatu. To po prostu trzeba zobaczyć (i usłyszeć!) na dużym ekranie.

Nolan, tradycyjnie już, nie potrafił w "Dunkierce" zrezygnować z zabawy czasem. Po cofaniu zegarka ("Memento"), błądzeniu w snach ("Incepcja") i podróżach w czasie ("Interstellar") widzowie otrzymali tym razem dużo prostszą do rozwikłania czasową zagadkę, która - pomimo początkowego poczucia zawiedzenia faktem, iż Nolan podąża schematami - okazuje się być motorem napędowym całego filmu. Właściwie przez cały czas trwania filmu w tle słychać dźwięk zegara odmierzającego kolejne sekundy, minuty i godziny - jednostek czasu, które w przypadku wojny mają ogromne znaczenie. Momentami czas wlecze się niemiłosiernie, jednakże wystarczy chwila, aby bomba zrzucona z myśliwca zmusiła żołnierzy do prawdziwej walki o przetrwanie. A walczyć trzeba nie tylko z własnymi słabościami, ułomnościami czy ograniczeniami, ale też z niszczycielskimi żywiołami: wiatrem, wodą i ogniem, wobec siły których trudno nie okazać szacunku. Bohaterowie "Dunkierki" nieustannie więc uciekają lub szukają schronienia, przez co film w niektórych sekwencjach dużo bardziej przypomina thriller lub film katastroficzny niż klasyczne kino wojenne.

Mimo, iż "Dunkierka" z definicji pasuje do gatunku blockbusterów, to tak naprawdę jest filmem zgoła od nich odmiennym. I całe szczęście.

Skoro o bohaterach filmu już mowa... Cóż, "Dunkierka" jest pod tym względem oryginalnym tworem, gdyż na dobrą sprawę nie ma tutaj nikogo, kto mógłby grać pierwsze skrzypce lub zasłużyć na nominację aktorską za najlepszą rolę pierwszoplanową. Dla Nolana dużo istotniejsze jest ukazanie samego obszaru wydarzeń niż skupianie się na pojedynczych jednostkach. W tym krytykowanym przez wielu zabiegu reżyserskim ja osobiście dostrzegam dużo więcej niż przekierowanie uwagi widza z ludzi na tło historyczne. Czy w czasie wojny liczą się bowiem ludzie jako jednostki? Sądzę, że nie - do walki nie rusza przecież pojedynczy człowiek, a cała armia, nie giną jednostki, a tysiące. Nie liczy się imię, nazwisko, wiek, pochodzenie czy status społeczny... I właśnie na to Nolan chciał zwrócić uwagę widza. Wśród próbujących uciec z wyspy żołnierzy nieco bliżej poznajemy tylko jednego z nich (Fionn Whitehead), twarz kierującego brytyjskim myśliwcem Farriera (Tom Hardy) wciąż przykrywa maska, a najbardziej uczłowieczona postać kierującego okrętem Pana Dawsona (Mark Rylance) wyraża więcej swym milczeniem i wyrazem twarzy niż jakimikolwiek słowami. W obliczu wojny słowa na niewiele się zdają, tu liczy się tylko czas i wola przetrwania. Nie sposób nie wspomnieć też o tym, iż w filmie nie ma jako takiego czarnego charakteru. Złowrodzy Niemcy zostali zaprezentowani wyłącznie za pomocą obrazów (szybujące w powietrzu myśliwce) i dźwięków (świsty pocisków, huk zniszczeń wywołanych spuszczoną bombą). 

Promowanie filmu nazwiskiem Hardy'ego jest w przypadku "Dunkierki" pewnym nadużyciem, co absolutnie nie zmienia faktu, że musicie ten film obejrzeć.

Pomimo, iż bohaterowie filmu właściwie nic nie mówią, nie martwcie się o to, że film będziecie oglądać w absolutnej ciszy (choć trzeba przyznać, że wówczas też robiłby niesamowite wrażenie). Christopher Nolan, tradycyjnie już, do współpracy przy ścieżce dźwiękowej filmu zaprosił arcy-utalentowanego wirtuoza, czyli Hansa Zimmera, dzięki któremu cisza pomiędzy kolejnymi odgłosami wybuchów została wypełniona patetycznymi i złowrogimi dźwiękami. To właśnie te dźwięki sprawiają, że "Dunkierce" bliżej do thrillera niż kina wojennego - zupełnie nie wiadomo, kiedy spokojniejsze brzmienia towarzyszące "ciszy przed burzą" zamienią się w coś mocniejszego, zwiastującego, iż burza jest już naprawdę blisko... I podczas gdy bohaterowie zmagają się z przeszkodami czyhającymi na nich w klaustrofobicznych wnętrzach okrętów czy samolotów wojennych, widzowie wciąż nasłuchują... Uczciwie przyznam, że Zimmer stworzył jedną z "najciężej" brzmiących ścieżek dźwiękowych w swej karierze, co jednak idealnie oddaje charakter filmu nadając mu przy tym niepowtarzalny klimat.

To zdjęcie wcale nie przedstawia pojedynczego człowieka-superbohatera, który uchronił miliony istnień. W "Dunkierce" bohaterami są po prostu ludzie.

A co z patosem, który zdaje się być nieodłącznym elementem kina wojennego? Cóż, nie uświadczycie tu obrazków jak z "Przełęczy Ocalonych" czy "Niezłomnego", jednakże jedna z finałowych scen sprawi, iż oczy zaszklą Wam się ze wzruszenia. Scena ta będzie ukoronowaniem wszystkiego tego, co Nolan chciał nam powiedzieć tym filmem przy jednoczesnym ponownym podkreśleniu siły grupy nad siłą jednostki. Jak widać, nie trzeba nieustannie machać flagami czy wrzucać na pierwszy plan człowieka-superbohatera, aby w wybitny sposób podkreślić to, co ważne i jednocześnie poruszyć. Och, Nolan, znowu to zrobiłeś, znowu otarłeś się o mistrzostwo i po raz kolejny mnie nie zawiodłeś. Czy po takiej recenzji ktokolwiek ma jeszcze jakieś wątpliwości co do tego, aby obejrzeć ten film? Pędźcie do kin póki grają, gdyż jestem przekonany, że "Dunkierka" nieźle namiesza w nominacjach do Złotych Globów czy Oscarów. Najważniejsze obrazy sezonu nagród filmowych 2017/2018 wciąż jeszcze przed nami, jednakże w kat. technicznych (Montaż, Dźwięk, Montaż dźwięku) raczej ciężko będzie przebić "Dunkierkę". 9/10 ode mnie - po seansie obowiązkowo podzielcie się w komentarzach swymi wrażeniami :)

4 komentarze:

  1. Przeczytałam Twoją recenzję dopiero po napisaniu swojej opinii, ale widzę, że znowu mam mnóstwo podobnych spostrzeżeń i spodobały mi się praktycznie te same rzeczy, o których tutaj wspomniałeś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również czytając Twoje recenzje mam wrażenie, że podobnie odbieramy kino :) To chyba dobrze, co? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety jeszcze nie byłam na tym filmie i muszę się spieszyć, bo został tylko jeden seans dziennie...Zazwyczaj czytam recenzje przed pójściem do kina, aby dowiedzieć się czy warto. Twoja opinia mnie bardzo zaciekawiła i sprawiła, że bardzo chcę zobaczyć ten film. Bilety na dziś kupione;)

    OdpowiedzUsuń