czwartek, 2 marca 2017

Moonlight, reż. Barry Jenkins, 2016


Praktycznie każdego roku wśród filmów nominowanych do Oscarów można znaleźć tytuł, który zdaniem widzów i części krytyków trafił na nią ze względu na tzw. "uwarunkowania polityczne". Najczęściej filmy te poruszają kontrowersyjne motywy wojny, problemów rasowych czy orientacji seksualnej. Jak powszechnie wiadomo, to tematy wciąż aktualne, które niezmiennie nas poruszają i zmuszają do dyskusji. I właściwie ile głów, tyle odmiennych zdań. W tym roku Oscara w kategorii "Najlepszy film" zdobył najnowszy film Barry'ego Jenkinsa, Moonlight. Film skupia się na dorastaniu czarnoskórego chłopca, Chirona, który jest wychowywany przez samotną matkę narkomankę. Jakby tego było mało, Chiron z czasem odkrywa, że jest homoseksualistą, co wcale nie ułatwi mu życia. Czytając ten krótki opis filmu można śmiało wywnioskować, dlaczego Oscar trafił właśnie na konto Moonlight, prawda? Hmmmm, nic bardziej mylnego. To naprawdę świetny film i wielka szkoda, że zostanie oceniony przez większość właśnie przez pryzmat "politycznego Oscara". Szczegóły poniżej.

Rozszerzając opis fabularny filmu ze wstępu do wpisu, Moonlight to ponadczasowa opowieść o relacjach międzyludzkich i odkrywaniu siebie. Główny bohater, Chiron, dorasta w jednej z niebezpieczniejszych dzielnic Miami i stara się znaleźć swoje miejsce w świecie. Handel narkotykami na osiedlu kontroluje Juan (Mahershala Ali), który staje się swego rodzaju zastępczym ojcem Chirona. Czysty i widny dom, w którym Juan mieszka ze swoją dziewczyną Teresą (Janelle Monáe) staje się dla chłopca oazą stabilności, miejscem gorących posiłków, świeżej pościeli i swobodnych rozmów. Drugim, równie bolesnym i skomplikowanym motywem przewodnim, jest związek Chirona z jego matką, Paulą (Naomie Harris), która stacza się z powodu swego uzależnienia od narkotyków.

Już po pierwszych minutach seansu Moonlight zrozumiecie, że to nie jest kino nastawione na kontrowersję. Wręcz przeciwnie, jest kameralnie, spokojnie, momentami wręcz poetycko ("czarnoskórzy chłopcy w świetle księżyca wydają się niebiescy"). Jenkins wie, w którym momencie przycisnąć swe postaci i wycisnąć z nich jak najwięcej, uderzając tym samym w głęboko ukryte pokłady wrażliwości widzów. Duża w tym zasługa poruszającej ścieżki dźwiękowej, która zdaje się być jedynie dopełnieniem rezonujących w absolutnej ciszy dialogów. Jenkins nie chce, aby jego bohaterowie się uzewnętrzniali, znacznie więcej można odczytać z ich spojrzeń, gestów czy zachowań. Niech moje słowa Was jednak nie zmylą, kilka scen jest tu naprawdę prawdziwie dramatycznych i co ważne, nie ma w nich nawet jednej fałszywej nuty. Zewnętrzna skorupa dorosłego już Chirona (zwanego Black'em) jest totalnym przeciwieństwem jego wrażliwego wnętrza, diler narkotyków jest odpowiedzialnym mentorem, a po scenie przemocy w szkole następuje romantyczna rozmowa w świetle księżyca. Pisałem to już wielokrotnie zachwalając film na Facebooku - pomimo, że Jenkins momentami podąża wydeptanymi ścieżkami narracyjnymi, jego film to najlepsze kino kontrastów ostatnich 10 lat. 

 Nieważne, jak nazywa się głównego bohatera (Little, Chiron, Black). Nieważne też, jak wygląda. Wrażliwość wciąż pozostaje ta sama i widać ją tylko w oczach.

Warto zwrócić też uwagę na bohaterów Moonlight. Jenkins nie lubi czarno-białych postaci, u niego nic nie jest oczywiste. Castingowcy zrobili kawał dobrej roboty, gdyż nie ma tu nawet jednej źle obsadzonej roli - doskonale radzą sobie zarówno aktorzy wcielający się w postać Chirona (a jest ich aż trzech) jak i postaci drugoplanowe, z nagrodzonym Oscarem Mahershalą Alim oraz nominowaną również do tej nagrody Naomie Harris na czele. Ze względu na ukazanie dorastania głównego bohatera trudno uniknąć porównań do Boyhood Linklatera, choć trzeba uczciwie przyznać, że to dwa całkowicie różne i niezależne filmy zmagające się z zupełnie inną problematyką. Linklater zafundował nam sentymentalną i wciągającą wycieczkę po codzienności, Jenkins natomiast wskazuje palcem na odwieczne problemy mniejszości rasowych i seksualnych delikatnie zaznaczając, że na niektóre sprawy nie mamy większego wpływu i tylko od nas samych zależy, jak pokierujemy swym życiem.

Nie kibicowałem Moonlight w walce o Oscara. Znacznie bardziej podobały mi się inne nominowane filmy (La La Land, Manchester by The Sea), co jednak wcale nie oznacza, iż film Jenkinsa jest zły. Wręcz przeciwnie, jest rewelacyjny (oceniłem go na 9/10) - ja po prostu uważam, że ta oscarowa sława może mu w tym roku zrobić więcej złego niż dobrego. A film obejrzyjcie sami i to koniecznie.

Mahershala Ali płynie na fali popularności zdobytej dzięki rolom w znanych serialach. Ogromnie się cieszę, że Jenkins dał mu szansę, bo w roli Juana pokazał prawdziwą klasę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz