piątek, 17 lutego 2017

Ciemniejsza strona Greya, reż. James Foley, 2017


Naprawdę nie wiem, jak to się stało, ale wylądowałem na drugiej części Greya w kinie właśnie w Walentynki. Nie kupowałem żadnych wcześniejszych biletów, ba, nawet nie robiłem żadnej rezerwacji. Musiałem co prawda odstać swoje po bilet (pierwszy raz widziałem w Kinie Atlantic tyle ludzi na raz!), ale udało się dostać na salę i nawet zająć całkiem dobre miejsce. Przyznaję, że w czasie oczekiwania w kolejce był moment, kiedy byłem blisko rezygnacji z seansu. Wiedziałem jednak, że jedna z moich przyjaciółek jest szalenie ciekawa mojej opinii o filmie, a ponieważ lubię sprawiać innym przyjemność, zaryzykowałem. Ojej, cóż ja mogę napisać, to były zdecydowanie najgorsze Walentynki pod względem seansu filmowego. Dawno żaden film nie wzbudził we mnie tak negatywnych emocji, po 20 minutach zacząłem myśleć o opuszczeniu kina i na dobrą sprawę powstrzymał mnie przed tym fakt, że chcąc wyjść musiałbym się przeciskać przez tłum siedzących ludzi. Tym samym zostałem, dzielnie zniosłem piski nastolatek i smród cebulowych chipsów, obejrzałem film do końca, a po powrocie do domu natychmiast zrobiłem szybkie notatki, aby nic mi nie uciekło przy pisaniu recenzji. No to do dzieła - czas wyjaśnić, dlaczego Ciemniejsza strona Greya to jeden z najgorszych filmów, jakie powstały.


Greyowi wybacza się w 15 minut. Jak dobrze wiecie, film jest kontynuacją Pięćdziesięciu twarzy Greya. Na sam koniec pierwszej części filmu, Anastasia Steele (Dakota Johnson) rozstała się z Christianem Greyem (Jamie Dornan) po tym, jak zdała sobie sprawę, że nie zdoła go zmienić. Otóż okazało się, że przystojny milioner ma traumatyczną przeszłość, z którą próbuje poradzić sobie bawiąc się w łóżku w bezwzględnego Mastera. Anastasia i Christian spisali kontrakt, w którym jasno zostały określone zasady ich relacji, w której on był tym dominującym, a ona tą uległą. Panna Steele liczyła, że dzięki prawdziwemu uczuciu Christian porzuci swą dominującą naturę i stanie się normalnym facetem. A kiedy nie wyszło, postanowiła zwinąć manatki, spróbować o nim zapomnieć i ułożyć sobie życie na nowo. Właśnie w ten sposób dotarliśmy do startu drugiej części serii. Anastasia skupia się na sobie, podejmuje pracę jako asystentka w jednym ze znanych wydawnictw, z jej życia znikają całkowicie zasady dominującego Christiana. Tylko co z tego, skoro wystarcza jedno spotkanie z nim, żeby nasza bohaterka (niby taka dojrzała i zasadnicza) znowu zaczęła jęczeć z podniecenia, przygryzać usta i wywracać oczami? Jedno krótkie spotkanie, jedno zaproszenie na kolację, jedna rozmowa i buuuum - Anastasia i Christian znowu są razem! Czy ktoś spojrzał na zegarek? Wydaje mi się, że Anastasia zmieniła zdanie co do swego związku z Greyem już w czasie jakichś pierwszych 10 minut filmu. Jeśli pod uwagę weźmie się fakt, że między pierwszą a drugą częścią filmu upłynęło nieco czasu, to zachowanie bohaterki jest po prostu irracjonalne. Naprawdę nie znam osoby, która po takich ekscesach, jakie zostały zaprezentowane w 1. części filmu, po jednej rozmowie z byłą/byłym zdecydowałaby się na ponowny związek. Pod tym względem Anastasia spokojnie może pogratulować sobie 1. miejsca w rankingu kobiet najszybciej zmieniających zdanie.

 Twarz nieskalana myślą, wzrok tęskniący za rozumem. Ot co, cała Anastasia.

Grey jest nudny. To nie brak zdecydowania i konsekwencji w postępowaniu Anastasii okazał się jednak najbardziej irytujący. Otóż nagle, zupełnie niespodziewanie, Christian i Anastasia zamienili się swymi rolami. Zupełnie nie wiadomo, co stało się z kontraktem, który tak szczegółowo określał ich relacje w 1. części filmu. Christian nagle zaczął się uśmiechać, pozwala sobie na czułości, dotyk, momentami jest słodki jak wielkanocny kurczaczek i potulny jak baranek. Jego rolę przejmuje bowiem... Anastasia. Pomimo, że ustalili, iż dają sobie trochę czasu, ona go uwodzi, wpycha ręce tam, gdzie nie trzeba i niemalże sama pcha się do pokoiku, którego tak nie lubiła jeszcze kilka miesięcy temu. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że pomiędzy bohaterami zupełnie nie ma chemii. Wielokrotnie czytałem, że aktorzy odgrywający te role nie przepadają za sobą w życiu prywatnym i powoli zaczynam w to wierzyć. Dornan i Dakota są tak drewniani, że można by nimi napalić w kominku. Anastasia ze skromnej dziewczyny z sąsiedztwa z 1. części zamieniła się w słodką idiotkę wydającą najdziwniejsze możliwe odgłosy, zaś Christian po prostu stracił jaja i stał się szalenie nudny. Wciąż nie wiem, co wnosił do filmu szereg scen, w których Grey kroił zieloną paprykę, ćwiczył czy wysyłał do swej lubej słodkie SMS-y. Jeszcze trudniejsze do zniesienia były sceny typu "powtórka z rozrywki z 1. części", w których Christian obdarowuje Anastasię kolejnymi drogimi prezentami, zabiera ją na wycieczki i bale czy bez zażenowania opowiada o swych dochodach. Przecież to wszystko już było! Zastanawiający jest też fakt, że nadal nie wyjaśniono, czym właściwie Christian zajmuje się na co dzień, po co kupuje wydawnictwa, linie lotnicze czy hotele. Może działa w jakiejś organizacji przestępczej? A może ma podwójną osobowość i wszystko, o czym mówi, jest wyimaginowaną rzeczywistością? Nie, o takich scenariuszach możecie sobie tylko pomarzyć... Grey jest bogaty i tyle, trzeba się z tym pogodzić. A Anastasia niech wzdycha dalej.

 Christian ćwiczy. Christian kroi zieloną paprykę. Christian się ubiera. Czy ktoś widzi w tym coś ciekawego?

Grey jest głupi i nie dba o higienę. Piszę to bez żadnego szyderstwa. Kto normalny chciałby związku z kimś takim, jak Anastasia, która nie wie podstawowych rzeczy o świecie seksu? Bohaterka przecież tak dużo czyta, w swej pracy ostro surfuje po internecie, a tymczasem zastanawia ją zastosowanie kilku podstawowych zabawek erotycznych. Christian musi jej dokładnie wszystko tłumaczyć, a ona - ze wstydu a może z podniecenia - rozszerza w szoku źrenice, przygryza usta i po chwili jęczy dowiadując się organoleptycznie, do czego służą niektóre z zabawek jej Pana. Czy naprawdę nikt nie powiedział Anastasii, że jest coś takiego jak "google"? A może trzeba ją zabrać do sex shopu lub włączyć jeden z filmów "przyrodniczych", aby ją uświadomić? Hmmmm, z drugiej strony może lepiej jednak tego nie robić, bo zważywszy na fakt, jak szybko bohaterka osiąga orgazm, mogłaby nam biedaczka paść w sex-shopie z podniecenia. Na dobrą sprawę może warto też odwiedzić seksuologa, gdyż fizjologia bohaterki wskazuje na fakt, że całkiem zdrowa to ona nie jest. Widzicie, właśnie to mnie tak bardzo wkurza - to w domyśle film o seksie, a reżyser i scenarzysta traktuje widzów jak skończonych idiotów, którzy nie wiedzą, czym ten seks jest. Christian Grey nie zwraca też uwagi na inne szczegóły, np. na fakt, że jej ukochanej nagle zniknęła bielizna. W jednej scenie Anastasia dumnie pręży się przed lustrem w seksownej, czarnej bieliźnie, w której ma zamiar udać się na bal, a podczas balu okazuje się, że już tej bielizny nie ma. Podobnie sytuacja ma się z tajemniczymi bliznami Greya na klatce piersiowej. To podobno jakaś "pamiątka z przeszłości" - hmmm, no ok, tyle tylko, że w 1. części filmu klata Christiana była nieskalana i blizny wyglądały zupełnie inaczej. Jest też samochód, którego nie ma. W filmie główna bohaterka nigdy nie chwaliła się tym, że ma prawo jazdy i nikt z nas nie mógł jej zobaczyć za kierownicą, a wręcz przeciwnie, przemieszczała się autobusami. A tu nagle dowiadujemy się, że jej samochód został zdewastowany! I to w twierdzy, jaką bez wątpienia jest posiadłość jej Pana Królewicza. Samochód został zapewne zniszczony przez jakiegoś kosmitę, który dzięki swym nadnaturalnym zdolnościom wkradł się na teren tej posiadłości, a jego obecność nie została zauważona przez żadnego z ochroniarzy czy zarejestrowana przez monitoring. To jednak nic przy fakcie, że ani Christian ani Anastasia nie dbają szczególnie o higienę. On nie zmywa szminki ze swej klaty przez cały dzień, ona natomiast planując u niego zostać na noc zabiera z własnego mieszkania jedynie... szczoteczkę do zębów. Zaskakujące, że nigdy wcześniej Anastasia nie zabierała ze sobą szczoteczki, a skoro teraz ją zabiera, to można się domyślić, że nie ma własnej w domu swego bogacza. Tego typu dziur fabularnych i głupich błędów scenariuszowych można tu szukać w nieskończoność... Oglądając ten badziewny i bezsensowny film sam zresztą czułem się, jakbym był głupi.

 No w końcu wzięli ten prysznic, bo już zaczynało cuchnąć. Ufffffffffff.

Grey nie jest mroczny i nie jest sexy. Ze względu na fabułę film reklamowano jak dużo bardziej mroczny. Niestety, to nadal jest miałka papka i na próżno szukać tu chociażby pojedynczych elementów znanych nam z thrillerów. Postaci Leili, Eleny i Jacka nie wnoszą żadnego powiewu świeżości - każde z nich to tylko drobna przeszkoda, którą należy usunąć ze wspólnej drogi Anastasii i Christiana. Wątki związane z wielką karierą Anastasii czy katastrofą lotniczą to tylko zapychacze, które nie tylko usypiają, ale i denerwują ze względu na to, jak zostały przedstawione. Zwróćcie uwagę, że ten film nie ma na dobrą sprawę żadnego scenariusza - nie ma głównej osi fabularnej, która ciągnęłaby to wszystko do przodu. A kiedy słyszę, jak główny bohater wypowiada słowa w stylu "Ty nauczyłaś mnie jak się pieprzyć, Anastasia nauczyła mnie jak kochać" to nie wiem, czy mam się śmiać czy płakać. Na Boga, jak ktoś w ogóle mógł wymyślić coś takiego?! W drugiej części filmu miały też znaleźć się dużo bardziej śmiałe sceny erotyczne. Poza faktem, że Dakota Johnson zgodziła się częściej pokazywać piersi czy pośladki, odważnego seksu nadal tu nie ma. No chyba, że ktoś uważa polewanie ciała olejkiem za coś sprośnego, kontrowersyjnego i wyuzdanego. Interesujący jest fakt, że film na dobrą sprawę obraża również osoby bawiące się na co dzień w BDSM. Zamiłowanie Greya do ostrzejszych zabaw ukazane jest jako coś bardzo zdrożnego i ma w całej tej historii wytłumaczenie w postaci traumatycznej przeszłości. Czy to oznacza, że osoby, które chcą w sypialni pobawić się w Dominujących i Uległych maja skrzywioną psychikę? Nie, zdecydowanie nie i dlatego ten film ukazuje osoby z tych środowisk w bardzo złym świetle czyniąc z nich psycholi. Moim zdaniem dużo bardziej niezrównoważona psychicznie jest Anastasia, która sama nie może zdecydować się, czy te klapsy jej się podobają, czy też nie. Jak ona chce zmienić naturę Christiana, skoro sama prosi się o zabieranie do czerwonego pokoiku? I czemu, gdy on się na to zgadza i wciela się w dominującego, ona robi odwrót i ucieka? Anastasia bawi się w uciekającego króliczka z Alicji w Krainie Czarów, w normalnym życiu nikt by jednak za nią nie gonił.

 
Anastasia Steele i Christian Grey to dwie najbardziej odrealnione postaci w historii melodramatów. 

Uwierzcie mi, że nie przedstawiłem nawet połowy argumentów, dla których nie warto zaprzątać sobie głowy Greyem. Jeśli chcecie obejrzeć piękny film o miłości, idźcie na La La Land. Jeśli chcecie zobaczyć odważniejsze sceny erotyczne, idźcie na Sztukę kochania. Mnie w Ciemniejszej stronie Greya podobała się jedynie architektura wnętrz i meble. Za to mogę dać 2/10.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz