środa, 16 marca 2016

O polskim kinie jesieni 2015 - mini-recenzje "11 minut", "Demona" i "Czerwonego Pająka"





"11 minut", reż. Jerzy Skolimowski, 2015

Obsesyjnie zazdrosny mąż, jego seksowna żona – aktorka, podstępny hollywoodzki reżyser, kurier rozwożący narkotyki, sprzedawca hot dogów z mroczną przeszłością, sfrustrowany uczeń w ryzykownej misji, alpinista naprawiający hotelowe okna, uliczny malarz, ekipa pogotowia ratunkowego z zaskakującym problemem, dziewczyna z psem, grupa zakonnic. Przekrój mieszkańców wielkiego miasta, których życie i pasje przeplatają się ze sobą. Nieoczekiwany łańcuch zdarzeń przypieczętuje losy wielu z nich w ciągu zaledwie jedenastu minut (źródło opisu filmu: Filmweb.pl).







Zabierałem się do tych "11 minut" jak pies do jeża. Wielokrotnie wybierałem się do kina na ten film, ale za każdym razem coś wypadało... Gdy dowiedziałem się, iż film Skolimowskiego będzie nas reprezentował w walce o Oscara, byłem na siebie ogromnie wściekły. Teraz, kiedy jestem już po seansie, cieszę się, że nie zapłaciłem chociażby złotówki za bilet. Dlaczego? To ogromny przeciętniak, który z niewiadomych przyczyn spodobał się krytykom na festiwalu filmowym w Wenecji i tym samym pozwolił uwierzyć Polskiemu Instytutowi Sztuki Filmowej, że naprawdę coś się w nim kryje. Wszyscy zachwycają się formą, ale prawda jest taka, że to wszystko już było (oglądaliście "Zero" Pawła Borowskiego albo "360. Połączeni" Meirellesa?), a paździerzowy finał filmu (z kiepskimi efektami specjalnymi) sprawia, iż każdy rozsądnie myślący widz odejmie od ogólnej oceny jeszcze dwa lub trzy punkty. Prawdą jest, że Skolimowski stworzył film zupełnie nieprzypominający jego poprzednich dzieł. W "11 minutach" pojawia się plejada najlepszych polskich aktorów: Chyra, Ogrodnik, Mecwaldowski, Buzek, Nowicki, Głowacki. Na pierwszy rzut oka widać jednak, jak bardzo każdy z nich męczy się w swej roli. Ten film zdecydowanie nie powinien reprezentować Polski w walce o Oscara. Nie polecam, 4/10.

"Demon", reż. Marcin Wrona, 2015

Piotr (Itay Tiran), nazywany przez przyjaciół Pytonem, przyjeżdża z Anglii do Polski na ślub z piękną Żanetą (Agnieszka Żulewska). W starym domu otrzymanym w prezencie od przyszłego teścia (Andrzej Grabowski) zamierza urządzić rodzinne gniazdko dla siebie i narzeczonej. Plany komplikują się, gdy w przeddzień wesela mężczyzna znajduje ludzkie szczątki, zakopane nieopodal posesji. W trakcie oględzin dochodzi do nieszczęśliwego wypadku. Piotr traci przytomność, a po odzyskaniu świadomości odkrywa, że jego makabryczne znalezisko zniknęło, a on sam nie potrafi przypomnieć sobie niczego z ostatnich godzin. Tymczasem rozpoczyna się wesele. Zaproszeni na ceremonię goście, na czele z bratem Żanety – Jasnym (Tomasz Schuchardt) dostrzegają, że z panem młodym zaczyna dziać się coś niepokojącego... 




Jeśli ktoś jeszcze ma jakiekolwiek wątpliwości co do tego, że polskie kino podniosło się z kolan, niech jak najszybciej obejrzy "Demona". To pełnokrwisty thriller z elementami horroru, czyli film z gatunku, jakiego w Polsce już dawno nie doświadczyliśmy. Marcin Wrona ewidentnie bawi się formą i nawiązując do motywu polskiego wiejskiego wesela znanego z filmów Wajdy czy Smarzowskiego wprowadza widzów w stan filmowego upojenia. Twórca z ogromną umiejętnością żongluje przaśnością i dreszczykiem, przez co cała historia nie tylko szalenie intryguje, ale też nie pozwala o sobie zapomnieć jeszcze na długo po seansie. Ilu widzów, tyle interpretacji i prób rozwikłania niewyjaśnionych zagadek. Dawno w polskim kinie nie powstał film, który równie dobrze łączyłby tak wiele różnych gatunków filmowych i który bez obciachu czy kontrowersji poruszałby tematy metafizyki, religijności czy grzechów sumienia związanych z dziedzictwem narodowym. Bardzo interesujące kino, 7/10.

"Czerwony Pająk", reż. Marcin Koszałka, 2015

Karol (Filip Pławiak) jest zwyczajnym nastolatkiem. Pochodzi z dobrego domu, odnosi sukcesy w sporcie, zakochuje się. Punktem zwrotnym w jego życiu jest moment, gdy przypadkiem zostaje świadkiem morderstwa. Kierowany ciekawością, zaczyna śledzić zabójcę. W ten sposób odkrywa "potrzebę", której istnienia nie był świadomy lub nie miał odwagi, czy możliwości jej nazwać. Morderca okazuje się… weterynarzem (Adam Woronowicz). Karol wchodzi z nim w bardzo silną i emocjonalną relację mistrz – uczeń. Weterynarz staje się jego nauczycielem w sztuce zabijania. Jednak gdy nadejdzie dzień próby, student stanie przed niezwykle trudnym wyborem.






Wielokrotnie pisałem, że lubuję się w ciężkich dramatach psychologicznych. Gdybym od początku wiedział, że najnowszy film Koszałki należy właśnie do tego gatunku (i nie ma nic wspólnego z thrillerem!), z całą pewnością sięgnąłbym po niego wcześniej. Reżyser skupia się na ukazaniu psychologii młodego chłopaka, który zaczyna przejawiać oznaki fascynacji światem morderstw. Pławiak idealnie sprawdza się w roli wychowanego w toksycznej rodzinie i zamkniętego w sobie sportowca. Koszałka nie moralizuje, nie stawia żadnych wniosków, a jedynie ukazuje, do czego mogą doprowadzić nas nasze neurozy i psychozy. Bardzo oszczędna gra aktorska Pławiaka i Woronowicza idealnie wkomponowuje się w przedstawiony w filmie szaro-bury świat. To nie są obrazki Krakowa, jakie znacie z kolorowych pocztówek - w "Czerwonym Pająku" bohaterowie przemieszczają się głównie po zatęchłych piwnicach czy szarych alejkach starych blokowisk. Wszystko to składa się na całkiem intrygujący klimat. Wielka szkoda, że zabrakło trochę więcej "pazura", który sprawiłby, że w czasie seansu poczulibyśmy na swym ciele dreszczyk. 7/10.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz