piątek, 13 lutego 2015

7 (a właściwie 9) ulubionych filmów o miłości (lub z miłością w tle)

Walentynki - dla jednych święto miłości, dla innych zbędna komercja i 100% konsumpcjonizmu w konsumpcjonizmie. Ja sam mam bardzo ambiwalentne uczucia co do 14. lutego, gdyż uważam, że miłość i sympatię należy okazywać sobie codziennie, a nie przy okazji. Podobnie jest z filmami miłosnymi - niekoniecznie trzeba je oglądać jedynie w Dniu Świętego Walentego. Dzisiejszą notkę chciałbym poświęcić moim siedmiu ulubionym filmom miłosnym. Nie wszystkie są tryskającymi optymizmem komediami romantycznymi, poniżej znajdziecie też dramaty o miłości trudnej, oryginalnej, bolesnej. Pamiętajmy, że miłość to nie tylko motylki w brzuchu, niejednokrotnie to także ból i cierpienie. I choć niekoniecznie musicie zapoznawać się z poniższymi tytułami akurat w dniu jutrzejszym, gorąco zachęcam Was do obejrzenia tych filmów. A jutro dobrze bawcie się na 50 Twarzach Greya - w przeciwieństwie do pozostałych nie zamierzam bawić się we wróżenie i ocenianie filmu, którego jeszcze nie widziałem. A nawet jeśli produkcja rzeczywiście okaże się marna, wierzę, że nie zniszczy to Waszej wymarzonej walentynkowej randki ;-)


Kolejność filmów przypadkowa.

1. Blue Valentine, reż. Derek Cianfrance
To chyba najbardziej przejmujący film miłosny, jaki miałem okazję obejrzeć w całym swoim życiu. Cindy (Michelle Williams) i Dean (Ryan Gosling) są parą z kilkuletnim stażem, wychowują córkę. Ich związek przeżywa kryzys. Próbując uratować swoje małżeństwo, usiłują wskrzesić lata młodości, gdy byli w sobie zakochani na zabój i snuli plany na piękną, wspólną przyszłość.

2. Powtórnie narodzony, reż. Sergio Castellitto
To kolejny poruszający melodramat, chyba najbardziej zaskakujący i wstrząsający z wszystkich filmów znajdujących się w tym rankingu. Film przedstawia historię miłości Gemmy (Penelope Cruz) i Diego (Emile Hirsch), którzy nie cofną się przed niczym, by spełnić swe marzenie o posiadaniu dziecka. To także próba ukazania, że obsesja może zniszczyć nawet najsilniejsze uczucie.

3. Trylogia Miłosna (Przed wschodem słońca, Przed zachodem słońca, Przed północą), reż. Richard Linklater
Jesse (Ethan Hawke) i Celine (Julie Delpy) to najsłynniejsza para powołana do życia przez nominowanego do tegorocznych Oscarów Richarda Linklatera (Boyhood). Widzowie mają okazję spotkać się ze swymi ulubionymi bohaterami aż 3 razy - w 1. części trylogii poznajemy ich jako parę młodych ludzi, pełnych marzeń i planów, 2. część ukazuje nam ich 9. lat później, natomiast w części 3. mamy okazję oglądać ich już jako małżeństwo ze stażem. Genialne aktorstwo, piekielnie inteligentne dialogi, genialne ukazanie dojrzewania w miłości.

4. Jeden dzień, reż. Lone Scherfig
To moje filmowe odkrycie z zeszłego miesiąca. Emma (Anne Hathaway) oraz Dexter (Jim Sturgess) przyjaźnią się ze sobą przez 20 lat i ciągle coś staje na przeszkodzie ku ich szczęściu. Film ukazuje, że czasem przyjaźń dzieli od miłości zaledwie jeden krok. Szczery, prawdziwy, piękny i ogromnie wzruszający.


5. Miłość Larsa, reż. Craig Gillespie
To film o miłości wyjątkowo oryginalnej. Tytułowy Lars (Ryan Gosling) wiedzie samotne życie, mieszkając w garażu swojego brata, który wraz z żoną namawia go, by znalazł wreszcie towarzyszkę życia. Pewnego dnia Lars zjawia się u nich ze swoją nową dziewczyną, Bianką. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że jego wybranka jest... gumową lalką, w której Lars zakochał się do szaleństwa. Brzmi intrygująco, prawda? Nie dajcie się zwieść, to żadna głupia komedyjka, a przejmujący dramat z morałem.

6. 500 dni miłości, reż. Marc Webb
Tom (Joseph Gordon-Levitt) jest nieszczęśliwym i niepoprawnym romantykiem, który zarabia na życie wymyślając teksty na pocztówki z życzeniami. Gdy jego dziewczyna, Summer (Zooey Deschanel), odchodzi od niego, zrozpaczony postanawia wrócić myślami do ich 500 dni razem, aby odkryć, co poszło źle. Ostatecznie refleksje Toma pozwolą mu na nowo odkryć jego prawdziwą życiową pasję... Wszystko to składa się na kalejdoskop przeżyć i skłania do refleksji na temat tego, czemu próbujemy zrozumieć, czym jest miłość.

7. Take This Waltz, reż. Sarah Polley
Margot (Michelle Williams), mężatka z pięcioletnim stażem, odczuwa znużenie w związku, który nie dostarcza jej już nowych, ekscytujących wrażeń. Mąż (Seth Rogen) nie pali się do powiększenia rodziny - jest zajęty przygotowaniem swojej pierwszej książki kucharskiej, poświęconej w całości daniom z drobiu. Mimo wzajemnej miłości, o jakiej małżonkowie zapewniają się w co drugiej scenie, Margot doskwiera nuda. Pewnego dnia poznaje atrakcyjnego Daniela (Luke Kirby) i z miejsca się w nim zakochuje. Mimo, że opis filmu wskazuje na kolejny nudny dramat z romansem w tle, jest to jeden z najlepszych filmów o miłości, jakie zostały stworzone. Niesamowita historia, genialna puenta.

A jakie są Wasze ulubione filmy o miłości? Czekam na Wasze listy :)

8 komentarzy:

  1. Wow :O Czytając Twoje zestawienie wychodzi na ro, ze chyba juz od bardzo dawna nie ogladalem filmow o milosci, bo oprocz Trylogii milosnej (o ktorej tylko czytale, obejrzec nie bylo kiedy) to nie znam zupelnie nic, a moje osobiste doswiadczenia zatrzymaly sie raczej na filmach takich jak "Masz wiadomosc", "Milosc i koszykowka", "Miasto aniolow", "Wieczna milosc", "Bezsennos w Seatle" czy "Apartament". Pewnie o wielu zapomnialem, bo pisze na spontanie, nie posilkujac sie zadnymi bazami filmow, ale to i tak zero trafien w Twoje typy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obejrzyj je koniecznie! Trylogia - jak dla mnie - jest najlepsza, ale pozostałe tytuły w większości również bardzo udane! Pozycje 1, 4 i 6 to jedne z moich ulubionych produkcji tego gatunku :)

      Usuń
    2. Arek - zero trafień, bo nie widziałeś tych filmów. Jestem przekonany, że by Cię zachwyciły :) Polecam!

      Usuń
    3. No wiem, wiem. I to mnie najbardziej zmartwiło. To, że jestem aż tak zapóźniony :)
      Kiedyś na pewno będzie okazja żeby nadrobić.

      Usuń
  2. Uwielbiam "500 days of Summer". Nigdy nie potrafię wymienić moich ulubionych filmów, jednak ten na pudle znalazłby się na pewno. Scena karaoke z piosenkę The Pixies jest tak rozmiękczające me twarde i zimne serce, że głowa mała.
    Trylogię wielbię. Wszystkie części tak samo. Przegadane inteligentnie filmy to jest to, co lubię najbardziej. I ten gorzki posmak po ostatniej części.... i ta scena w sklepie z płytami, kiedy spoglądają na siebie, niby bez zainteresowania. No bierze mnie to.
    Jeśli chodzi o "Blue Valentine" to również jestem wielką fanką. Znowu gorzki posmak i piosenka z prezydentami w tle...
    a "Lars...." jest po prostu Larsowaty. Nie lubię Goslinga, bo jest dość cipkowaty, acz szacun za wąsa i dmuchaną lalkę:).
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki z tego wniosek? Lubimy filmy o gorzkiej miłości ;) Pozdrawiam!

      Usuń
  3. szczerze mówiąc nie oglądałam żadnego z tych filmów :) mało tego - nawet o nich nie słyszałam :D chyba muszę się otworzyć nieco na inne gatunki, niż tylko thrillery, horrory i kryminały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie warto otworzyć się czasem na inne gatunki, niech powyższe komentarze służą za dobry przykład na to, że wymienione w poście filmy naprawdę są warte uwagi. Pozdrawiam!

      Usuń