niedziela, 28 kwietnia 2013

O efektach ubocznych – Panaceum (reż. Steven Soderbergh, 2013)



Steven Soderbergh, jeden z najbardziej utalentowanych amerykańskich reżyserów, od wielu lat trafia w moje filmowe gusta. Seks, kłamstwa i kasety video, Erin Brockovich, Traffic, Magic Mike – to bez wątpienia cztery jego najbardziej znane dzieła, moim zdaniem wszystkie absolutnie znakomite. Soderbergh w swych obrazach oprócz intrygującej fabuły przemyca zawsze coś jeszcze – kilka życiowych, często bardzo brutalnych prawd. Tak też jest w przypadku Panaceum, które łączy elementy thrillera i dramatu społecznego. To dwa moje ukochane gatunki filmowe, więc z wielką niecierpliwością oczekiwałem na ostatni – jak twierdzi sam zainteresowany – film tego wielkiego reżysera. Z powodu licznych obowiązków było mi go dane zobaczyć dopiero wczoraj, tydzień po polskiej premierze. Cóż mogę rzec, to była ogromna przyjemność. Soderbergh zszedł ze sceny w naprawdę wielkim stylu.

środa, 24 kwietnia 2013

O życiu w rozdwojeniu - Intruz (reż. Andrew Niccol, 2013)



Kompletnie nie rozumiem motywów swego postępowania, gdyż ostatnio niemal wciąż samowolnie skazuję się na kino, które już od pierwszych minut jest mi kompletnie obce. Tak jest też w przypadku Intruza. Dotychczas, na samą wiadomość, że mam mieć do czynienia z science fiction, uciekałem gdzie pieprz rośnie. Naprawdę nic nie mogę na to poradzić, ale najzwyczajniej w świecie nie cierpię historii o robotach, kosmitach i obcych. Może moja wyobraźnia tego nie ogarnia? A może taka tematyka wydaje mi się po prostu zbyt infantylna, nieżyciowa? Nie wiem. Na seans Intruza zdecydowałem się przede wszystkim ze względu „bycia na czasie”. Przeczytałem kilka recenzji i były ona na tyle różne, że sam postanowiłem sprawdzić, jak sprawy się mają. No i już wiem. Niestety, tak jak przewidywałem, było fatalnie. I tu naprawdę nie chodzi o to, że jestem uprzedzony do s-f…

sobota, 20 kwietnia 2013

O linczu – Polowanie (reż. Thomas Vinterberg, 2012)



O tym filmie zostało napisane i powiedziane już chyba wszystko. I choć moi Koledzy i Koleżanki z przyjaznych blogów filmowych rozkładali Polowanie na czynniki pierwsze, ja także nie mogę sobie tego odmówić. Bo jest to obraz szczególny i pochłonął mnie całkowicie. Oszczędny w słowach, raczej przemilczany i prosty, a jednocześnie tak szalenie wyrazisty i tak bardzo trafiający w sedno. Zdecydowanie wbija w fotel i pobudza do wielu refleksji. Vinterberg sprawia, że po seansie zaczynamy patrzeć na życie zupełnie inaczej. I myślę, że niejeden z widzów poczuł (poczuje?) wyrzuty sumienia na widok samego siebie w lustrze. Kłamstwo i cierpienie są wpisane w ludzką naturę, ale czy przechodzi nam przez myśl, jak bardzo są one ze sobą powiązane? Bardzo często bowiem to związek ściśle przyczynowo-skutkowy, jak w fizyce akcja rodzi reakcję. I właśnie o tym jest ten film. O jednym kłamstewku dziewczynki o buźce aniołka i wielkim cierpieniu niewinnego człowieka…

środa, 17 kwietnia 2013

Trzy bardzo różne filmy o prawie i bezprawiu (Gangster Squad. Pogromcy mafii; Gangster; Bogowie ulicy)

Muszę otwarcie przyznać, że filmy gangsterskie nigdy nie były moim ulubionym gatunkiem. I, jak zwiastują wszystkie znaki na niebie i ziemi, w najbliższym czasie się to nie zmieni. Jako, że przez ostatni tydzień wcale nie pisałem, tym razem biorę na celownik aż trzy filmy z kilku ostatnich miesięcy. O dwóch z nich było bardzo głośno, o trzecim nieco mniej, co jest dla mnie niezrozumiałym paradoksem, bo przecież to o dobrym kinie powinno się mówić/pisać jak najwięcej i jak najczęściej. Co łączy filmy? Na pewno motyw gangstera, ponadto gwiazdorskie obsady, sceny wyrafinowanych tortur oraz oparcie historii na faktach. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że czuję się nieco okradziony z pomysłu na notkę, bo bardzo podobną napisał w niedawnym czasie twórca Salonu Filmowego MN (ubiegł mnie, skubany!). I choć zgadzam się z jego słowami w całej rozciągłości (nie pierwszy zresztą raz!), myślę, że uda mi się zwrócić uwagę na kilka pominiętych przez Niego kwestii.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Węże 2013 – relacja z gali przyznania antynagród filmowych!



Oryginalna, bezkompromisowa i jedyna w swoim rodzaju – tak krótko można opisać galę przyznania antynagród filmowych Węże 2013. Odbyła się ona wczoraj wieczorem w Warszawie, w należącym do Tomasza Karolaka Teatrze Imka. Jako jeden z członków Akademii Węży miałem przyjemność wzięcia udziału w tym niebagatelnym wydarzeniu i muszę przyznać, że znakomicie się bawiłem. Bo choć spośród nominowanych zjawili się tylko nieliczni, atmosfera była absolutnie wyjątkowa. Potwierdzają to zgodnie wszyscy goście, co jest wielkim sukcesem Akademii. Od wczoraj informacje o Wężach zaczęły bowiem oblegać wszystkie portale internetowe. Zatem drżyjcie polscy filmowcy! Zacznijcie wreszcie przykładać większą uwagę do swoich „dzieł”, szanujcie polskich widzów i nie dajcie Akademii pretekstów do nominacji na kolejne lata. Bo teraz, dzięki Wężom, w Polsce zaczną powstawać jedynie dobre filmy!

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Błędne koło niepokornego pisarza – szósty sezon Californication już za nami!



Hank Moody. Popularny pisarz. Niepoprawny uwodziciel. Lekkoduch, seksoholik, hedonista. Uosobienie wszystkich cech, jakich nie powinien posiadać dobry mąż i ojciec. I przede wszystkim człowiek, który nie do końca radzi sobie ze swoim życiem i który tak jak wszyscy ma wiele słabości. Co decyduje o jego sile i popularności? W końcu jego losy śledzą miliony widzów na całym świecie! Właśnie dobiegł końca szósty już sezon serialu Californication, a wiosną 2014 roku będziemy mogli zobaczyć kolejne odcinki opowiadające o losach Hanka i jego przyjaciół. Czy coś zmieniło się od początku serialu? Czy bohaterowie dojrzeli, nauczyli się życia poprzez własne błędy? Raczej nie. I właśnie to jest główną zaletą i jednocześnie największą wadą serialu. Jestem fanem przygód Hanka, ale byłbym hipokrytą, gdybym napisał, że Californication to jeden z moich ulubionych seriali. Bo choć każdy kolejny odcinek oglądam z wielkim zainteresowaniem i wraz z Hankiem na przemian uśmiecham się i dołuję, to jednak nie wyczekuję z wielką niecierpliwością na kolejny epizod. W tej notce chciałbym podsumować dotychczasowe sześć sezonów Californication. Mogą pojawić się spoilery, więc lepiej, aby nie czytały jej osoby, które dopiero zamierzają rozpocząć swoja przygodę z Moodym…

piątek, 5 kwietnia 2013

O prawdziwej exxxtazie – Spring breakers (reż. Harmony Korine, 2012)



Wow! Tego kompletnie się nie spodziewałem! Wczorajszy przedpremierowy seans Spring Breakers okazał się tym, czego tak bardzo potrzebowałem. Absolutną ucztą dla ciała i ducha. To pierwszy film Harmony’ego Korine’a, z jakim mam do czynienia. Zaraz po seansie przeczytałem kilka ciekawych artykułów dotyczących życia tej barwnej postaci. I dopiero po ich lekturze zrozumiałem w pełni sens widzianych obrazów. Otóż Harmony przeszedł w młodości prawdziwe piekło. Liczne eksperymenty z narkotykami przyjmowanymi w każdej postaci oraz skomplikowane relacje z rodzicami w znaczny sposób ukształtowały jego psychikę. Uważam, że stworzenie Spring Breakers było dla niego pewnego rodzaju wyzwoleniem. I choć bardzo współczuję mu wszystkich złych momentów, równocześnie jestem mu za nie wdzięczny. Bo gdyby nie one, nigdy nie powstałby taki film. Dla prawdziwego kinomana, który potrafi dostrzec satyrę i filmową poetykę wyrazu, oglądanie Spring Breakers jest bowiem iście ekstatycznym przeżyciem.

środa, 3 kwietnia 2013

O praniu mózgu – Mistrz (reż. Paul Thomas Anderson, 2012)



Paula Thomasa Andersona nie trzeba nikomu przedstawiać. To jeden z najbardziej utytułowanych i znanych reżyserów współczesnego kina. O tym, jak bardzo jest utalentowany świadczą absolutnie znakomite i obsypane wieloma nagrodami hity, takie jak choćby: Boogie Nights, Magnolia czy Aż poleje się krew. To między innymi dlatego Mistrz był jedną z najbardziej oczekiwanych premier minionego roku. Widzów ciekawiła też fabuła, bo przecież jak przyznał sam reżyser, postać głównego bohatera jego najnowszego filmu była inspirowana osobą L. Rona Hubbarda, założyciela ruchu scjentologów. Zbiegło się to w czasie ze słynnym rozwodem Toma Cruise’a i Katie Holmes, co tylko napędziło machinę reklamy i marketingu. Po kilku ostatnich rozczarowujących seansach byłem przekonany, że Mistrz zaspokoi mój filmowy apetyt. Niestety, nie udało się. Bo choć jest to film dobry i wyjątkowy, to całkiem sporo brakuje mu do poprzednich filmów Andersona.